Pan Tadeusz (wyd. 1921)/Księga ósma: Zajazd

<<< Dane tekstu >>>
Autor Adam Mickiewicz
Tytuł Pan Tadeusz
Podtytuł czyli ostatni zajazd na Litwie
Redaktor Józef Kallenbach
Jan Łoś
Wydawca Zakład Narodowy imienia Ossolińskich
Data wyd. 1921
Druk Drukarnia Zakładu Narodowego imienia Ossolińskich
Miejsce wyd. Lwów, Warszawa, Kraków
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron
KSIĘGA ÓSMA.
ZAJAZD.

TREŚĆ.
Astronomja[1] Wojskiego. — Uwaga Podkomorzego nad kometami.[2] — Tajemnicza scena w pokoju Sędziego. — Tadeusz, chcąc zręcznie wyplątać się, wpada w wielkie kłopoty. — Nowa Dydo. — Zajazd. — Ostatnia woźnieńska protestacja. — Hrabia zdobywa Soplicowo. — Szturm i rzeź. — Gerwazy piwniczym. — Uczta zajazdowa.


Przed burzą bywa chwila cicha i ponura,
Kiedy, nad głowy ludzi przyleciawszy, chmura
Stanie i, grożąc twarzą, dech wiatrów zatrzyma,
Milczy, obiega ziemię błyskawic oczyma,
       5 Znacząc te miejsca, gdzie wnet ciśnie grom po gromie:
Tej ciszy chwila była w Soplicowskim domie.
Myśliłbyś, że przeczucie nadzwyczajnych zdarzeń
Ścięło usta i wzniosło duchy w kraje marzeń.

Po wieczerzy i Sędzia i goście ze dworu
       10 Wychodzą na dziedziniec używać wieczoru;
Zasiadają na przyzbach, wysłanych murawą.
Całe grono z posępną i cichą postawą
Pogląda w niebo, które zdawało się zniżać,
Ścieśniać i coraz bardziej ku ziemi przybliżać,
       15 Aż oboje, skrywszy się pod zasłonę ciemną
Jak kochankowie, wszczęli rozmowę tajemną,

Tłumacząc swe uczucia w westchnieniach tłumionych,
Szeptach, szmerach i słowach nawpół wymówionych,
Z których składa się dziwna muzyka wieczoru.

       20 Zaczął ją puszczyk, jęcząc na poddaszu dworu;
Szepnęły wiotkiem skrzydłem niedoperze, lecą
Pod dom, gdzie szyby okien, twarze ludzi świecą;
Bliżej zaś, niedoperzów siostrzyczki, ćmy rojem
Wiją się, przywabione białym kobiet strojem.
       25 Mianowicie przykrzą się Zosi, bijąc w lice
I w jasne oczki, które biorą za dwie świéce.
Na powietrzu owadów wielki krąg się zbiera,
Kręci się, grając jako harmoniki sfera;[3]
Ucho Zosi rozróżnia wśród tysiąca gwarów
       30 Akord[4] muszek i półton fałszywy komarów.

W polu koncert wieczorny ledwie jest zaczęty;
Właśnie muzycy kończą stroić instrumenty.
Już trzykroć wrzasnął derkacz, pierwszy skrzypak łąki,
Już mu zdala wtórują z bagien basem bąki,[5]
       35 Już bekasy dogóry porwawszy się wiją,
I bekając raz po raz, jak w bębenki biją.

Na finał[6] szmerów muszych i ptaszęcej wrzawy
Odezwały się chórem podwójnym dwa stawy,

Jako zaklęte w górach kaukaskich jeziora,[7]
       40 Milczące przez dzień cały, grające z wieczora.
Jeden staw, co toń jasną i brzeg miał piaszczysty,
Modrą piersią jęk wydał cichy, uroczysty;
Drugi staw, z dnem błotnistem i gardzielem mętnym,
Odpowiedział mu krzykiem żałośnie namiętnym;
       45 W obu stawach piały żab niezliczone hordy,
Oba chóry zgodzone w dwa wielkie akordy.
Ten fortissimo[8] zabrzmiał, tamten nuci z cicha,
Ten zdaje się wyrzekać, tamten tylko wzdycha;
Tak dwa stawy gadały do siebie przez pola,
       50 Jak grające naprzemian dwie arfy Eola.[9]

Mrok gęstniał. Tylko w gaju i około rzeczki
W łozach błyskały wilcze oczy, jako świeczki,
A dalej, u ścieśnionych widnokręgu brzegów,
Tu i ówdzie ogniska pastuszych noclegów.
       55 Nareszcie księżyc srebrną pochodnię zaniecił,
Wyszedł z boru, i niebo i ziemię oświecił.
One teraz z pomroku odkryte w połowie,
Drzemały obok siebie, jako małżonkowie
Szczęśliwi: niebo w czyste objęło ramiona
       60 Ziemi pierś, co księżycem świeci posrebrzona.

Już naprzeciw księżyca gwiazda jedna, druga
Błysnęła; już ich tysiąc, już milijon mruga.
Kastor z bratem Polluksem jaśnieli na czele,
Zwani niegdyś u Sławian: Lele i Polele;

       65 Teraz ich w zodyjaku[10] gminnym znów przechrzczono,
Jeden zowie się Litwą a drugi Koroną.

Dalej niebieskiej Wagi dwie szale błyskają.
Na nich Bóg w dniu stworzenia (starzy powiadają)
Ważył z kolei wszystkie planety i ziemię,
       70 Nim w przepaściach powietrza osadził ich brzemię,
Potem wagi złociste zawiesił na niebie:
Z nich to ludzie wag i szal wzór wzięli dla siebie.

Na północ świeci okrąg gwiaździstego Sita,
Przez które Bóg (jak mówią) przesiał ziarnka żyta,
       75 Kiedy je z nieba zrucał dla Adama ojca,
Wygnanego za grzechy z rozkoszy ogrojca.

Nieco wyżej Dawida wóz[11], gotów do jazdy,
Długi dyszel kieruje do polarnej gwiazdy.[12]
Starzy Litwini wiedzą o rydwanie owym,
       80 Że niesłusznie pospólstwo zwie go Dawidowym,
Gdyż to jest wóz Anielski. Na nim to przed czasy
Jechał Lucyper, Boga gdy wyzwał w zapasy,
Mlecznym gościńcem pędząc wcwał w niebieskie progi,
Aż go Michał zbił z wozu, a wóz zrucił z drogi.
       85 Teraz popsuty, między gwiazdami się wala,
Naprawiać go archanioł Michał nie pozwala.

I to wiadomo także u starych Litwinów,
(A wiadomość tę pono wzięli od rabinów)

Że ów zodyjakowy Smok długi i gruby,
       90 Który gwiaździste wije po niebie przeguby,
Którego mylnie Wężem chrzczą astronomowie,
Jest nie wężem, lecz rybą, Lewjatan[13] się zowie.
Przed czasy mieszkał w morzach, ale po potopie
Zdechł z niedostatku wody; więc na niebios stropie,
       95 Tak dla osobliwości, jako dla pamiątki,
Anieli zawiesili jego martwe szczątki.
Podobnie pleban mirski[14] zawiesił w kościele
Wykopane olbrzymów żebra i piszczele.[15]

Takie gwiazd historyje, które z książek zbadał
       100 Albo słyszał z podania, Wojski opowiadał.
Chociaż wieczorem słaby miał wzrok Wojski stary,
I nie mógł w niebie dojrzeć nic przez okulary,
Lecz na pamięć znał imię i kształt każdej gwiazdy;
Wskazywał palcem miejsca i drogę ich jazdy.

       105 Dziś mało go słuchano, nie zważano wcale
Na Sito, ni na Smoka, ani też na Szale.
Dziś oczy i myśl wszystkich pociąga do siebie
Nowy gość, dostrzeżony niedawno na niebie:
Był to kometa pierwszej wielkości i mocy,[16]
       110 Zjawił się na zachodzie, leciał ku północy;[17]
Krwawem okiem zukosa na rydwan spoziera,[18]
Jakby chciał zająć puste miejsce Lucypera,
Warkocz długi wtył rzucił, i część nieba trzecią
Obwinął nim, gwiazd krocie zagarnął jak siecią,

       115 I ciągnie je za sobą, a sam wyżej głową
Mierzy na północ, prosto w gwiazdę biegunową.

Z niewymownem przeczuciem cały lud litewski
Poglądał każdej nocy na ten cud niebieski,
Biorąc złą wróżbę z niego, tudzież z innych znaków:
       120 Bo zbyt często słyszano krzyk złowieszczych ptaków,
Które, na pustych polach gromadząc się w kupy,
Ostrzyły dzioby, jakby czekając na trupy.
Zbyt często postrzegano, że psy ziemię ryły
I, jak gdyby śmierć wietrząc, przeraźliwie wyły,
       125 Co wróży głód lub wojnę; a strażnicy boru
Widzieli, jak przez smętarz szła dziewica moru,
Która wznosi się czołem nad najwyższe drzewa,
A w lewym ręku chustką skrwawioną powiewa.

Różne stąd wnioski tworzył stojący przy płocie
       130 Cywun[19], co przyszedł zdawać sprawę o robocie,
I pisarz prowentowy[20] w szeptach z ekonomem.

Lecz Podkomorzy siedział na przyzbie przed domem.
Przerwał rozmowę gości, znać, że głos zabiera;
Błysnęła przy księżycu wielka tabakiera
       135 (Cała z szczerego złota, z brylantów oprawa,
We środku za szkłem portret króla Stanisława),
Zadzwonił w nią palcami, zażył i rzekł: „Panie
Tadeuszu, Waścine o gwiazdach gadanie
Jest tylko echem tego, co słyszałeś w szkole.
       140 Ja o cudzie prostaków poradzić się wolę.

I ja astronomii słuchałem dwa lata
W Wilnie, gdzie Puzynina[21], mądra i bogata
Pani, oddała dochód z wioski dwiestu chłopów
Na zakupienie różnych szkieł i teleskopów;[22]
       145 Ksiądz Poczobut[23], człek sławny, był obserwatorem
I całej Akademji naonczas rektorem,
Przecież wkońcu katedrę i teleskop rzucił,
Do klasztoru, do cichej swej celi powrócił,
I tam umarł przykładnie. Znam się też z Śniadeckim,[24]
       150 Który jest mądrym bardzo człekiem, chociaż świeckim,
Owóż astronomowie planetę, kometę,
Uważają tak, jako mieszczanie karetę;
Wiedzą, czyli zajeżdża przed króla stolicę,
Czyli z rogatek miejskich rusza zagranicę,
       155 Lecz kto w niej jechał? poco? co z królem rozmawiał?
Czy król posła z pokojem, czy z wojną wyprawiał?
O to ani pytają. Pomnę za mych czasów,
Gdy Branecki[25] karetą swą ruszył do Jasów,

I za tą niepoczciwą pociągnął karetą
       160 Ogon Targowiczanów, jak za tą kometą,
Lud prosty, choć w publiczne nie mieszał się rady,
Zgadnął zaraz, że ogon ów jest wróżbą zdrady.
Słychać, że lud dał imię miotły tej komecie,
I powiada, że ona milijon wymiecie“.

       165 A na to rzekł z ukłonem Wojski: „Prawda, Jaśnie
Wielmożny Podkomorzy, przypominam właśnie,
Co mnie mówiono niegdyś małemu dziecięciu,
Pamiętam, choć nie miałem wówczas lat dziesięciu,
Kiedy widziałem w domu naszym nieboszczyka,
       170 Sapiehę, pancernego znaku porucznika,
Co potem był nadwornym marszałkiem królewskim,
Nakoniec umarł wielkim kanclerzem litewskim,
Miawszy lat sto i dziesięć. Ten, za króla Jana
Trzeciego, był pod Wiedniem w chorągwi hetmana
       175 Jabłonowskiego. Owóż ów kanclerz powiadał,
Że właśnie kiedy na koń król Jan Trzeci siadał,
Gdy nuncyjusz papieski żegnał go na drogę,
A poseł austryjacki całował mu nogę,
Podając strzemię (poseł zwał się Wilczek hrabia),
       180 Król krzyknął: „Patrzcie, co się na niebie wyrabia!“
Spojrzą, alić nad głowy suwał się kometa
Drogą, jaką ciągnęły wojska Mahometa,
Z wschodu na zachód. Potem i ksiądz Bartochowski,[26]
Składając panegiryk na triumf krakowski,

       185 Pod godłem Orientis Fulmen, prawił wiele
O tym komecie. Także czytam o nim w dziele
Pod tytułem Janina[27], gdzie jest opisana
Cała wyprawa króla nieboszczyka Jana,
I wyryta chorągiew wielka Mahometa,
       190 I ów taki, jak dziś go widzimy, kometa“.

„Amen — rzekł na to Sędzia — ja wróżbę Waszeci
Przyjmuję; oby z gwiazdą zjawił się Jan Trzeci!
Jest na zachodzie wielki dziś bohater, może
Kometa go przywiedzie do nas, co daj Boże!“

       195 Na to rzekł Wojski, głowę pochyliwszy smutnie:
„Kometa czasem wojny, czasem wróży kłótnie!
Niedobrze, iż się zjawił tuż nad Soplicowem,
Może nam grozi jakiem nieszczęściem domowem.
Mieliśmy wczoraj dosyć rozterku i zwady,
       200 Tak w czasie polowania jako i biesiady.
Rejent kłócił się z rana z panem Asesorem,
A pan Tadeusz wyzwał Hrabiego wieczorem.
Pono spór ten ze skóry niedźwiedziej pochodził;
I gdyby mnie Dobrodziej Sędzia nie przeszkodził,
       205 Jabym u stołu obu przeciwników zgodził.
Bo chciałem opowiedzieć wypadek ciekawy,
Podobny do zdarzenia wczorajszej wyprawy,
Co trafił się najpierwszym strzelcom za mych czasów,
Posłowi Rejtanowi i księciu Denassów.
       210 Przypadek był takowy:[28]

„Jenerał Podolskich
Ziem, przejeżdżał z Wołynia do swoich dóbr polskich,
Czy też, gdy dobrze pomnę, na sejm do Warszawy.
Po drodze zwiedzał szlachtę już to dla zabawy,
Już dla popularności[29]; wstąpił więc do pana
       215 Tadeusza, dziś świętej pamięci, Rejtana,
Który był potem naszym nowogródzkim posłem,
I w którego ja domu od dzieciństwa wzrosłem.
Owóż Rejtan na przyjazd księcia jenerała
Zaprosił gości. Liczna szlachta się zebrała,
       220 Było teatrum (książę kochał się w teatrze);
Fajerwerk dawał Kaszyc, który mieszka w Jatrze,[30]
Pan Tyzenhauz tancerzy przysłał, a kapele
Ogiński i pan Sołtan, co mieszka w Zdzięciele.[31]
Słowem dawano huczne nad spodziw zabawy
       225 W domu, a w lasach wielkie robiono obławy.
Wiadomo zaś Waszmościom jest, że prawie wszyscy,
Ile ich zapamiętać można, Czartoryscy,
Choć idą z Jagiellonów krwi, lecz do myślistwa
Nie są bardzo pochopni, pewno nie z lenistwa,
       230 Lecz z gustów cudzoziemskich; i książę jenerał
Częściej do książek, niżli do psiarni zazierał,
I do alkówek damskich częściej, niż do lasów.

„W świcie księcia był książę niemiecki, Denassów,[32]
O którym powiadano, że w Libijskiej ziemi[33]

       235 Goszcząc, polował niegdyś z królmi murzyńskiemi,
I tam tygrysa spisą w ręcznym boju zwalił,
Z czego się bardzo książę ów Denassów chwalił.
U nas zaś polowano na dziki w tę porę.
Rejtan zabił ze sztućca ogromną maciorę
       240 Z wielkiem niebezpieczeństwem, bo zbliska wypalił.
Każdy z nas trafność strzału wydziwiał i chwalił;
Tylko Niemiec Denassów obojętnie słuchał
Pochwał takich i chodząc pod nos sobie dmuchał:
Że trafny strzał dowodzi tylko śmiałe oko,
       245 Biała broń śmiałą rękę, — i zaczął szeroko
Znowu gadać o swojej Libii i spisie,
O swych królach murzyńskich i o swym tygrysie.
Markotno to się stało panu Rejtanowi,
Był człek żywy, uderzył po szabli i mowi:
       250 „Mości Książę! kto patrzy śmiele, walczy śmiele,
Warte dziki tygrysów, a spis karabele“ —
I zaczynali z Niemcem dyskurs nazbyt żwawy,
Szczęściem książę jenerał przerwał te rozprawy,
Godząc ich po francusku. Co tam gadał, nie wiem,
       255 Ale ta zgoda był to popiół nad żarzewiem,
Bo Rejtan wziął do serca, okazyi czekał,
I dobrą sztukę spłatać Niemcowi przyrzekał;
Tej sztuki ledwie własnem nie przypłacił zdrowiem,
A spłatał ją nazajutrz, jak to wnet opowiem“.

       260 Tu Wojski umilknąwszy, prawą rękę wznosił,
I u Podkomorzego tabakiery prosił.
Długo zażywa, kończyć powieści nie raczy,
Jak gdyby chciał zaostrzyć ciekawość słuchaczy;
Zaczynał wreszcie, kiedy znowu mu przerwano
       265 Powieść taką ciekawą, tak pilnie słuchaną!
Bo do Sędziego nagle ktoś przysłał człowieka,
Donosząc, że z niezwłocznym interesem czeka.
Sędzia, dając dobranoc, żegnał całe grono;

Natychmiast się po różnych stronach rozpierzchniono.
       270 Ci spać do domu, tamci w stodole na sianie,
Sędzia szedł podróżnemu dawać posłuchanie.

Inni już śpią. Tadeusz po sieniach się zwija,
Chodząc, jako wartownik, około drzwi stryja,
Bo musi w ważnych rzeczach rady jego szukać
       275 Dziś jeszcze, nim spać pójdzie. Nie śmie do drzwi stukać,
Sędzia drzwi na klucz zamknął, z kimś tajnie rozmawia;
Tadeusz końca czeka, a ucha nadstawia.

Słyszy wewnątrz szlochanie. Nie trącając klamek,
Ostrożnie dziurką klucza zagląda przez zamek:
       280 Widzi rzecz dziwną! Sędzia i Robak na ziemi
Klęczeli objąwszy się, i łzami rzewnemi
Płakali, Robak ręce Sędziego całował.
Sędzia Księdza za szyję płacząc obejmował;
Wreszcie po ćwierćgodzinnem przerwaniu rozmowy,
       285 Robak pocichu temi odezwał się słowy:

„Bracie! Bóg wie, żem dotąd tajemnic dochował,
Którem z żalu za grzechy w spowiedzi ślubował;
Że Bogu i Ojczyźnie poświęcony cały,
Nie służąc pysze, ziemskiej nie szukając chwały,
       290 Żyłem dotąd i chciałem umrzeć bernardynem,
Nie wydając nazwiska nietylko przed gminem,
Ale nawet przed tobą i przed własnym synem!
Wszakże ksiądz prowincyjał[34] dał mi pozwolenie
In articulo mortis[35] zrobić objawienie.

       295 Kto wie, czy wrócę żywy! kto wie, co się stanie:
W Dobrzynie, bracie, wielkie, wielkie zamieszanie!
Francuz jeszcze daleko, nim przeminie zima,
Trzeba czekać, a szlachta pono nie dotrzyma.
Możem zanadto czynnie z powstaniem się krzątał!
       300 Pono źle zrozumieli! Klucznik wszystko splątał!
Ten warjat Hrabia, słyszę, pobiegł do Dobrzyna!
Nie mogłem go uprzedzić, ważna w tem przyczyna:
Stary Maciek mnie poznał, a jeśli odkryje,
Potrzeba będzie oddać pod Scyzoryk szyję.
       305 Nic Klucznika nie wstrzyma! Mniejsza o mą głowę,
Lecz tem odkryciem spisku zerwałbym osnowę.
Przecież dziś tam być muszę, widzieć, co się dzieje,
Choćbym zginął; beze mnie szlachta oszaleje!
Bądź zdrów, najmilszy bracie, bądź zdrów, śpieszyć muszę.
       310 Jeśli zginę, ty jeden westchniesz za mą duszę;
W przypadku wojny tobie cała tajemnica
Wiadoma; kończ, com zaczął, pomnij, żeś Soplica!“

Tu ksiądz łzy otarł, habit zapiął, kaptur włożył,
I okienicę tylną pocichu otworzył,
       315 Widać było, że oknem do ogrodu skakał.
Sędzia, zostawszy jeden, siadł w krześle i płakał.

Chwilę czekał Tadeusz, nim w klamkę zadzwonił;
Otworzono mu, cicho wszedł, nisko się skłonił:
„Stryjaszku Dobrodzieju — rzekł — ledwie dni kilka
       320 Przebawiłem tu, dni te minęły, jak chwilka;
Nie miałem czasu z twoim domem się nacieszyć
I z tobą, a odjeżdżać muszę, muszę śpieszyć
Zaraz, dzisiaj Stryjaszku, a jutro najdaléj.
Wszak pamiętacie, żeśmy Hrabiego wyzwali.
       325 Bić się z nim to rzecz moja, posłałem wyzwanie.
W Litwie jest zakazane pojedynkowanie,

Jadę więc na granicę Warszawskiego Księstwa.
Hrabia — prawda — fanfaron[36], lecz mu nie brak męstwa;
Na miejsce naznaczone zapewne się stawi,
       330 Rozprawim się; a jeśli Bóg pobłogosławi,
Ukarzę go, a potem za Łososny brzegi
Przepłynę, gdzie mnie bratnie czekają szeregi.
Słyszałem, że mi ojciec testamentem kazał
Służyć w wojsku, a nie wiem, kto testament zmazał“.

       335 „Mój Tadeuszku — rzekł stryj — czy Waszeć kąpany
W gorącej wodzie, czy też kręcisz, jak lis szczwany,
Co indziej kitą wije, a sam indziej bieży?
Wyzwaliśmy, zapewne, i bić się należy.
Ale jechać dziś, skądżeś Waszeć tak się zaciął?
       340 Przed pojedynkiem zwyczaj jest posłać przyjacioł,
Układać się. Wszak Hrabia może nas przeprosić,
Deprekować; czekaj Waść, czasu jeszcze dosyć.[37]
Chyba inny giez[38] jaki Waści stąd wygania,
To gadaj szczerze, poco takie omawiania?
       345 Jestem twój stryj, choć stary, znam, co serce młode;
Byłem ci ojcem (mówiąc gładził go pod brodę),
Już w ucho szepnął o tem mnie mój palec mały,[39]
Że Waszeć masz tu jakieś z damami kabały.
Za katy, prędko teraz młódź do dam się bierze!
       350 No, Tadeuszku, przyznaj mi się Waść, a szczerze“.

„Jużci, — bąknął Tadeusz, — prawda, są przyczyny
Inne, kochany Stryju, może z mojej winy!

Omyłka! cóż? nieszczęście! już trudno naprawić!
Nie, drogi Stryju, dłużej nie mogę tu bawić!
       355 Błąd młodości! Stryjaszku nie pytaj o więcej,
Ja muszę z Soplicowa wyjeżdżać co prędzej“.

„Ho! — rzekł stryj — pewnie jakieś miłosne zatargi!
Uważałem, że Waszeć wczoraj gryzłeś wargi,
Poglądając z pode łba na pewną dziewczynkę,
       360 Widziałem, że i ona miała kwaśną minkę.
Znam ja te wszystkie głupstwa, kiedy dzieci para
Kocha się, to tam u nich nieszczęść co niemiara!
To cieszą się, to znowu trapią się i smucą,
To znowu Bóg wie o co do zębów się skłócą,
       365 To stojąc w kątach jakby mruki, nie gadają
Do siebie, czasem nawet w pole uciekają.
Jeżeli na was raptus[40] podobny napada,
Bądźcie tylko cierpliwi, już jest na to rada;
Biorę na siebie wkrótce przywieść was do zgody.
       370 Znam ja te wszystkie głupstwa, wszakże byłem młody.
Powiedz mi Wasze wszystko; ja może nawzajem
Coś odkryję, i tak się oba poprzyznajem“.

„Stryjaszku — rzekł Tadeusz — (całując mu rękę
I rumieniąc się) powiem prawdę. Tę panienkę,
       375 Zosię, wychowanicę Stryja, podobałem,
Bardzo, choć tylko parę razy ją widziałem;
A mówią, że Stryj dla mnie za żonę przeznacza
Podkomorzankę, piękną i córkę bogacza.
Teraz nie mógłbym z panną Różą się ożenić,
       380 Kiedy kocham tę Zosię; trudno serce zmienić!
Nieuczciwie, żeniąc się z jedną, kochać drugą.
Czas może mnie uleczy; wyjadę — na długo“.


„Tadeuszku — stryj przerwał — to mi dziwny sposób
Kochania się — uciekać od kochanych osób!
       385 Dobrze, żeś szczery; widzisz, głupstwobyś wypłatał
Odjeżdżając. A co Waść powiesz, gdybym swatał
Sam Waci Zosię? He? Cóż, nie skoczysz z radości?“

Tadeusz rzekł po chwili: „Dobroć Jegomości
Dziwi mnie. Lecz cóż? Łaska Stryja Dobrodzieja
       390 Nie przyda się już na nic! Ach! próżna nadzieja!
Bo pani Telimena nie odda mi Zosi!“
„Będziem prosić“, — rzekł Sędzia. —

„Nikt jej nie uprosi
— Przerwał prędko Tadeusz — nie, czekać nie mogę;
Stryjaszku, muszę prędko, jutro jechać w drogę,
       395 Daj mi Stryjaszku tylko twe błogosławieństwo,
Wszystko przygotowałem, jadę zaraz w Księstwo“.[41]

Sędzia wąs kręcąc, z gniewem na chłopca spozierał:
„To Waść tak szczery? takeś mi serce otwierał?
Naprzód ów pojedynek, potem znowu miłość,
       400 I ten wyjazd, — oj! jest tu w tem jakaś zawiłość.
Już mnie gadano, jużem kroki Waści badał!
Asan bałamut i trzpiot, Asan kłamstwa gadał!
A gdzież to Asan chodził onegdaj wieczorem?
Czego Asan jak wyżeł tropił pode dworem?
       405 O Tadeuszku! jeśli może Asan Zosię
Zbałamucił i teraz uciekasz, młokosie,
To się Waci nie uda! Lubisz, czy nie lubisz,
Zapowiadam Asanu, że Zosię poślubisz,

A nie, to bizun — jutro staniesz na kobiercu![42]
       410 I gada mnie o czuciach! o niezmiennem sercu!
Łgarz jesteś! pfe! Ja z Waści, Panie Tadeuszu,
Zrobię śledztwo, ja Waści jeszcze natrę uszu!
Dziś dość miałem kłopotów, aż mi głowa boli;
Ten mi jeszcze spokojnie zasnąć nie dozwoli!
       415 Idź mi Waść spać!“ To mówiąc drzwi nawściąż otwierał
I zawołał Woźnego, żeby go rozbierał.

Tadeusz cicho wyszedł, opuściwszy głowę,
Rozbierał w myśli przykrą ze stryjem rozmowę;
Pierwszy raz połajany tak ostro!... Ocenił
       320 Słuszność wyrzutów, sam się przed sobą rumienił.
Co począć? jeśli Zosia o wszystkiem się dowie?
Prosić o rękę? a cóż Telimena powie?
Nie, — czuł, że nie mógł dłużej zostać w Soplicowie.

Tak zadumany ledwie zrobił kroków parę,
       425 Gdy mu coś drogę zaszło; spojrzał, widzi marę,
Całą w bieliźnie, długą, wysmukłą i cienką.
Suwała się ku niemu z wyciągniętą ręką,
Od której odbijał się drżący blask miesięczny,
I przystąpiwszy, cicho jęknęła: „Niewdzięczny!
       430 Szukałeś wzroku mego, teraz go unikasz,
Szukałeś rozmów ze mną, dziś uszy zamykasz,
Jakby w słowach, we wzroku mym, była trucizna!
Dobrze mi tak, wiedziałam kto jesteś: mężczyzna!
Nie znając kokieterji, nie chciałam cię dręczyć,
       435 Uszczęśliwiłam; takżeś umiał mnie zawdzięczyć!

Triumf nad miękkiem sercem serce twe zatwardził;
Żeś je zdobył zbyt łacno, zbyt prędkoś niem wzgardził!
Dobrze mi tak! Lecz straszną nauczona probą,
Wierz mi, iż więcej, niż ty, gardzę sama sobą!“

       440 „Telimeno — Tadeusz rzekł — dalbóg nie twarde
Mam serce, ani ciebie unikam przez wzgardę,
Ale uważ-no sama, wszak nas widzą, śledzą;
Czyż można tak otwarcie? cóż ludzie powiedzą?
Wszak to nieprzyzwoicie, to dalbóg jest grzechem.“
       445 „Grzechem! — odpowiedziała mu z gorzkim uśmiechem —
Niewiniątko! baranek! Ja będąc kobiétą,
Jeśli z miłości nie dbam, choćby mnie odkryto,
Choćby mnie osławiono... a ty, ty mężczyzna!
Cóż szkodzi z was któremu, chociaż się i przyzna,
       450 Że ma romans z dziesięciu razem kochankami?
Mów prawdę, chcesz mnie rzucić?“ — Zalała się łzami.
„Telimeno, cóżby świat mówił o człowieku,
— Rzekł Tadeusz — któryby teraz, w moim wieku,
Zdrów, żył na wsi, kochał się, — kiedy tyle młodzi,
       455 Tylu żonatych od żon, od dzieci uchodzi
Zagranicę, pod znaki narodowe bieży?
Choćbym chciał zostać, czy to ode mnie zależy?
Ojciec mnie testamentem kazał, abym służył
W wojsku polskiem, teraz stryj ten rozkaz powtórzył.
       460 Jutro jadę, zrobiłem już postanowienie,
I dalbóg, Telimeno, już go nie odmienię“.
„Ja — rzekła Telimena — nie chcę ci zagradzać
Drogi do sławy, szczęściu twojemu przeszkadzać!
Jesteś mężczyzną, znajdziesz kochankę godniejszą
       465 Serca twojego, znajdziesz bogatszą, piękniejszą!

Tylko dla mej pociechy niech wiem przed rozstaniem,
Że twoja skłonność była prawdziwem kochaniem,
Że to nie był żart tylko, nie rozpusta płocha,
Lecz miłość; niech wiem, że mnie mój Tadeusz kocha!
       470 Niech słowo „kocham“ jeszcze raz z ust twych usłyszę,
Niech je w sercu wyryję, i w myśli zapiszę,
Przebaczę łacniej, chociaż przestaniesz mnie kochać,
Pomnąc, jakeś mnie kochał!“ I zaczęła szlochać.

Tadeusz, widząc, że tak płacze i tak błaga
       475 Czule, i tylko takiej drobnostki wymaga,
Wzruszył się, przejęły go szczery żal i litość,
I jeżeliby badał serca swego skrytość,
Możeby się w tej chwili i sam nie dowiedział,
Czyli ją kochał, czy nie. — Więc żywo powiedział:
       480 „Telimeno, bogdaj mnie jasny piorun ubił,
Jeśli nieprawda, żem cię dalbóg bardzo lubił,
Czy kochał. Krótkie z sobą spędziliśmy chwile;
Ale one mnie przeszły tak słodko, tak mile,
Że będą długo, zawsze myśli mej przytomne,
       485 I dalibóg, że nigdy ciebie nie zapomnę“.

Telimena, skoczywszy, padła mu na szyję:
„Tegom się spodziewała! Kochasz mnie, więc żyję!
Bo dzisiaj miałam dni me własną ręką skrócić;
Gdy mnie kochasz, mój drogi, czyż możesz mnie rzucić?
       490 Tobie oddałam serce, oddam ci majątek,
Pójdę za tobą wszędzie; każdy świata kątek
Będzie mnie z tobą miły! z najdzikszej pustyni
Miłość, wierzaj mi, ogród rozkoszy uczyni“.


Tadeusz, wydarłszy się z objęcia przemocą:
       495 „Jakto? — rzekł — czyś z rozumu obrana? gdzie? poco?
Jechać za mną? Ja, będąc sam prostym żołnierzem,
Włóczyć, czy markietankę?“ „To my się pobierzem“, —
Rzekła mu Telimena. — „Nie, nigdy! — zawoła
Tadeusz. — Ja żenić się nie mam teraz zgoła
       500 Zamiaru, ni kochać się. Fraszki! dajmy pokój!
Proszę cię, moja droga, rozmyśl się! uspokój!
Ja jestem tobie wdzięczen, ale niepodobna
Żenić się. Kochajmy się, ale tak — zosobna.
Zostać dłużej nie mogę; nie, nie, jechać muszę.
       505 Bądź zdrowa, Telimeno moja, jutro ruszę“.

Rzekł, nasuwał kapelusz, odwracał się bokiem,
Chcąc iść, lecz go wstrzymała Telimena okiem
I twarzą, jak Meduzy głową.[43] Musiał zostać
Mimowolnie, poglądał z trwogą na jej postać,
       510 Stała blada, bez ruchu, bez tchu i bez życia,
Aż wyciągając rękę, jak miecz do przebicia,
Z palcem zmierzonym prosto w Tadeusza oczy:
„Tego chciałam! — krzyknęła, — ha! języku smoczy!
Serce jaszczurcze! To nic, żem tobą zajęta
       515 Wzgardziła Asesora, Hrabię i Rejenta.
Żeś mnie uwiódł i teraz porzucił sierotę:
To nic! jesteś mężczyzną, znam waszą niecnotę,
Wiem, że, jak inni, tak ty mógłbyś wiarę złamać,
Lecz nie wiedziałam, że tak podle umiesz kłamać!
       520 Słuchałam pode drzwiami stryja! Więc to dziecko,
Zosia wpadła ci w oko? i na nią zdradziecko
Dybiesz? Zaledwieś jedną nieszczęsną oszukał,

A jużeś pod jej okiem nowych ofiar szukał!
Uciekaj, lecz cię moje dosięgną przekleństwa;
       525 Lub zostań, wydam światu twoje bezeceństwa.
Twe sztuki już nie zwiodą innych, jak mnie zwiodły!
Precz! gardzę tobą! jesteś kłamca, człowiek podły!“

Na obelgę śmiertelną dla uszu szlachcica,
I której żaden nigdy nie słyszał Soplica,
       530 Zadrżał Tadeusz, twarz mu pobladła jak trupia,
Tupnąwszy nogą, usta przyciąwszy, rzekł: „Głupia!“

Odszedł, lecz wyraz „podłość“ echem się powtórzył
W sercu. Wzdrygnął się młodzian, czuł, że nań zasłużył;
Czuł, że wyrządził wielką krzywdę Telimenie,
       535 Że go słusznie skarżyła, mówiło sumienie;
Lecz czuł, że po tych skargach tem mocniej ją zbrzydził.
O Zosi, ach! pomyślić nie ważył się, wstydził.
Przecież ta Zosia, taka piękna, taka miła!
Stryj swatał ją! możeby jego żoną była,
       540 Gdyby nie szatan, co go plącząc w grzech za grzechem,
W kłamstwo za kłamstwem, wreszcie odstąpił z uśmiechem!
Złajany, pogardzony od wszystkich, w dni parę
Zmarnował przyszłość! Uczuł słuszną zbrodni karę.

W tej burzy uczuć, jakby kotwica spoczynku,
       545 Zabłysnęła mu nagle myśl o pojedynku:
„Zamordować Hrabiego! łotra! — krzyknął w gniewie, —
Zginąć, albo zemścić się!..“ A za co? sam nie wie.
I ten gniew wielki, jak się zajął w mgnieniu oka,
Tak wywietrzał. Znów zdjęła go żałość głęboka.

       550 Myślił: „Jeśli prawdziwe było postrzeżenie,
Że Hrabia z Zosią jakieś miał porozumienie,
I cóż stąd? może Hrabia kocha Zosię szczerze,
Może go ona kocha? za męża wybierze?
Jakiemże prawem chciałbym zerwać to zamęście
       555 I, sam nieszczęśnik, wszystkich mam zaburzać szczęście?“

Wpadł w rozpacz, i nie widział innego sposobu,
Chyba ucieczkę prędką, — gdzie? chyba do grobu!

Więc kułak przycisnąwszy na schylonem czole,
Biegł ku łąkom, gdzie stawy błyszczały się w dole,
       560 I stanął nad błotnistym. W zielonawe tonie
Łakomy wzrok utopił, i błotniste wonie
Z rozkoszą ciągnął piersią i otworzył usta
Ku nim. Bo samobójstwo, jak każda rozpusta
Jest wymyślną[44]; on w głowy szalonym zawrocie,
       565 Czuł niewymowny pociąg utopić się w błocie.

Lecz Telimena z dzikiej młodzieńca postawy
Zgadując rozpacz, widząc, że pobiegł nad stawy,
Chociaż ku niemu takim słusznym gniewem pała,
Przelękła się; w istocie dobre serce miała.
       570 Żal jej było, że inną śmiał Tadeusz lubić,
Chciała go skarać, ale nie myśliła zgubić.
Więc puściła się za nim, wznosząc ręce obie,
Krzycząc: „Stój! głupstwo! kochaj, czy nie! żeń się sobie,
Czy jedź! tylko stój!“ — Ale on już szybkim biegiem
       575 Wyprzedził ją daleko; już — stanął nad brzegiem!


Dziwnem zrządzeniem losów, po tym samym brzegu
Jechał Hrabia, na czele dżokejów szeregu;
A zachwycony wdziękiem nocy tak pogodnej
I harmoniją cudną orkiestry[45] podwodnej,
       580 Owych chórów, co brzmiały, jak arfy eolskie
(Żadne żaby nie grają tak pięknie, jak polskie),
Wstrzymał konia i o swej zapomniał wyprawie,
Zwrócił ucho do stawu i słuchał ciekawie.
Oczy wodził po polach, po niebios obszarze;
       585 Pewnie układał w myśli nocne peizaże.
Zaiste, okolica była malownicza!
Dwa stawy pochyliły ku sobie oblicza
Jako para kochanków: prawy staw miał wody
Gładkie i czyste, jako dziewicze jagody;
       590 Lewy, ciemniejszy nieco, jako twarz młodziana
Smagława i już męskim puchem osypana.
Prawy złocistym piaskiem połyskał się wkoło,
Jak gdyby włosem jasnym, a lewego czoło
Najeżone łozami, wierzbami czubate;
       595 Oba stawy ubrane w zieloności szatę.

Z nich dwa strugi, jak ręce związane pospołu,
Ściskają się. Strug dalej upada do dołu;
Upada, lecz nie ginie, bo w rowu ciemnotę
Unosi na swych falach księżyca pozłotę;
       600 Woda warstami spada, a na każdej warście
Połyskają się blasku miesięcznego garście,
Światło w rowie na drobne drzazgi się roztrąca,
Chwyta je i w głąb’ niesie toń uciekająca,
A zgóry znów garściami spada blask miesiąca.
       605 Myślałbyś, że u stawu siedzi Świtezianka,[46]

Jedną ręką zdrój leje z bezdennego dzbanka,
A drugą ręką w wodę dla zabawki miota
Brane z fartuszka garście zaklętego złota.

Dalej, z rowu wybiegłszy, strumień po równinie
       610 Rozkręca się, ucisza, lecz widać, że płynie,
Bo na jego ruchomej, drgającej powłoce
Wzdłuż miesięczne światełko drgające migoce.
Jako piękny wąż żmudzki, zwany giwojtosem,[47]
Chociaż zdaje się drzemać, leżąc między wrzosem,[48]
       615 Pełznie, bo naprzemiany srebrzy się i złoci,
Aż nagle zniknie z oczu we mchu lub paproci;
Tak strumień kręcący się chował się w olszynach,
Które na widnokręgu czerniały kończynach,
Wznosząc swe kształty lekkie, niewyraźne oku,
       620 Jak duchy nawpół widne, napoły w obłoku.

Między stawami w rowie młyn ukryty siedzi.
Jako stary opiekun, co kochanków śledzi,
Podsłuchał ich rozmowę, gniewa się, szamoce,
Trzęsie głową, rękami, i groźby bełkoce;
       625 Tak ów młyn nagle zatrząsł mchem obrosłe czoło,
I palczastą swą pięścią wykręcając wkoło,
Ledwo klęknął i szczęki zębowate ruszył,
Zaraz miłosną stawów rozmowę zagłuszył,
I zbudził Hrabię.

Hrabia widząc, że tak blisko
       630 Tadeusz naszedł jego zbrojne stanowisko,
Krzyczy: „Do broni! łapaj!“ Skoczyli dżokeje;
Nim Tadeusz rozeznać mógł, co się z nim dzieje,

Już go chwycili. Biegą do dworu, w podwórze
Wpadają. Dwór budzi się, psy w hałas, w krzyk stróże.
       635 Wyskoczył wpół ubrany Sędzia, widzi zgraję
Zbrojną, myśli, że zbójcy, aż Hrabię poznaje.
„Co to jest?“ — pyta. — Hrabia szpadą nad nim mignął,
Lecz widząc bezbronnego w zapale ostygnął.
„Soplico! — rzekł — odwieczny wrogu mej rodziny,
       640 Dziś skarżę cię za dawne i za świeże winy,
Dziś zdasz mi sprawę z mojej fortuny zaboru,
Nim pomszczę się obelgi mojego honoru!“

Lecz Sędzia żegnając się krzyknął: „W imię Ojca
I Syna! tfu! Mospanie Hrabia, czy Waść zbojca?
       645 Przebóg! czy to się zgadza z Pana urodzeniem,
Wychowaniem i z Pana na świecie znaczeniem?
Nie pozwolę skrzywdzić się!“ — Wtem Sędziego słudzy
Biegli, jedni z kijami, ze strzelbami drudzy;
Wojski, stojąc zdaleka, poglądał ciekawie
       650 W oczy panu Hrabiemu, a nóż miał w rękawie.

Już mieli zacząć bitwę, lecz Sędzia przeszkodził.
Próżno było bronić się, nowy wróg nadchodził:
Postrzeżono w olszynie blask, wystrzał rusznicy![49]
Most na rzece zahuczał tętentem konnicy,
       655 I „Hajże na Soplicę!“ tysiąc głosów wrzasło.
Wzdrygnął się Sędzia, poznał Gerwazego hasło.
„Nic to — zawołał Hrabia — będzie tu nas więcéj,
Poddaj się Sędzio, to są moi sprzymierzeńcy“.

Wtem Asesor nadbiegał, krzycząc: „Areszt kładę
       660 W imię imperatorskiej mości; oddaj szpadę

Panie Hrabio, bo wezwę wojskowej pomocy!
A wiesz Pan, że kto zbrojnie śmie napadać w nocy,
Zastrzeżono tysiącznym dwóchsetnym ukazem,
Że jak zło...“ Wtem go Hrabia w twarz uderzył płazem.
       665 Padł zgłuszony Asesor i skrył się w pokrzywy;
Wszyscy myśleli, że był ranny lub nieżywy.

„Widzę — rzekł Sędzia — że się na rozbój zanosi“,
Jęknęli wszyscy, — wszystkich zagłuszył wrzask Zosi,
Która krzyczała, Sędzię objąwszy rękami,
       670 Jako dziecko od Żydów kłute igiełkami.[50]

Tymczasem Telimena wpadła między konie,
Wyciągnęła ku Hrabi załamane dłonie:
„Na twój honor! — krzyknęła przeraźliwym głosem,
Z głową w tył wychyloną, z rozpuszczonym włosem —
       675 Przez wszystko, co jest świętem, na klęczkach błagamy!
Hrabio, śmiesz-że odmówić? proszą ciebie damy;
Okrutniku, nas pierwej musisz zamordować!“
Padła zemdlona. Hrabia skoczył ją ratować,
Zadziwiony i nieco zmieszany tą sceną:
       680 „Panno Zofijo — rzecze — Pani Telimeno!
Nigdy się krwią bezbronnych ta szpada nie splami.
Soplicowie, jesteście moimi więźniami.
Tak zrobiłem we Włoszech, kiedy pod opoką,
Którą Sycylijanie zwą Birbante-rokką,
       685 Zdobyłem tabor zbójców: zbrojnych mordowałem,

Rozbrojonych zabrałem i związać kazałem;
Szli za końmi i triumf mój zdobili świetny,
Potem ich powieszono u podnóża Etny“.[51]

Było to osobliwsze szczęście dla Sopliców,
       690 Że Hrabia, mając lepsze konie od szlachciców,
I chcąc spotkać się pierwszy, zostawił ich wtyle,
I biegł przed resztą jazdy przynajmniej o milę
Ze swem dżokejstwem, które posłuszne i karne,
Stanowiło niejako wojsko regularne,
       695 Gdy inna szlachta była zwyczajem powstania
Burzliwa i niezmiernie skora do wieszania.

Hrabia miał czas ostygnąć z zapału i gniewu,
Przemyślał, jakby skończyć bój bez krwi rozlewu;
Więc rodzinę Sopliców w domu zamknąć każe,
       700 Jako więźniów wojennych; u drzwi stawi straże.

Wtem „Hajże na Sopliców!“ Wpada szlachta hurmem
Obstępuje dwór wkoło i bierze go szturmem,
Tem łacniej, że wódz wzięty i pierzchła załoga;
Lecz zdobywcy chcą bić się, wyszukują wroga.
       705 Do domu niewpuszczeni, biegą do folwarków,
Do kuchni. — Gdy do kuchni weszli, widok garków,
Ogień ledwie zagasły, potraw zapach świeży,
Chrupanie psów gryzących ostatki wieczerzy
Chwyta wszystkich za serca, myśl wszystkich odmienia,
       710 Studzi gniewy, zapala potrzebę jedzenia.
Marszem i całodziennym znużeni sejmikiem:

„Jeść! jeść!“ po trzykroć zgodnym wezwali okrzykiem;
Odpowiedziano: „Pić! pić!“ Między szlachty zgrają
Stają dwa chóry: ci pić, a ci jeść wołają.
       715 Odgłos leci echami, gdzie tylko dochodzi,
Wzbudza oskomę[52] w ustach, głód w żołądkach rodzi.
I tak na dane z kuchni hasło niespodzianie
Rozeszła się armija na furażowanie.[53]

Gerwazy, od pokojów Sędziego odparty,
       720 Ustąpić musiał przez wzgląd dla hrabiowskiej warty.
Więc nie mogąc zemścić się na nieprzyjacielu,
Myślił o drugim wielkim tej wyprawy celu.
Jako człek doświadczony i biegły w prawnictwie,
Chce Hrabiego osadzić na nowem dziedzictwie
       725 Legalnie i formalnie;[54] więc za Woźnym biega,
Aż go po długich śledztwach za piecem dostrzega.
Wnet porywa za kołnierz, na dziedziniec wlecze,
I zmierzywszy mu w piersi Scyzoryk, tak rzecze:
„Panie Woźny, pan Hrabia śmie Waćpana prosić,
       730 Abyś raczył przed szlachtą bracią wnet ogłosić
Intromisyją[55] Hrabi do zamku, do dworu
Sopliców, do wsi, gruntów zasianych, ugoru,
Słowem cum gais, boris et graniciebus,[56]
Kmetonibus, scultetis et omnibus rebus
       735 Et quibusdam aliis. Jak tam wiesz, tak szczekaj,
Nic nie opuszczaj!“. „Panie Kluczniku, zaczekaj!

— Rzekł śmiało, ręce za pas włożywszy Protazy —
Gotów jestem wypełniać wszelkie stron rozkazy,
Ale ostrzegam, że akt nie będzie miał mocy,
       740 Wymuszony przez gwałty, ogłoszony w nocy“.
„Co za gwałty? — rzekł Klucznik — tu niema napaści,
Wszak proszę Pana grzecznie; jeśli ciemno Waści,
To Scyzorykiem skrzesam ognia, że Waszeci
Zaraz w ślepiach jak w siedmiu kościołach zaświeci“.[57]

       745 „Gerwazeńku — rzekł Woźny — poco się tak dąsać?
Jestem woźny, nie moja rzecz sprawę roztrząsać;
Wszak wiadomo, że strona woźnego zaprasza
I dyktuje mu, co chce, a woźny ogłasza.
Woźny jest posłem prawa, a posłów nie karzą;
       750 Nie wiem tedy, za co mnie trzymacie pod strażą.
Wnet akt spiszę, niech mi kto latarkę przyniesie,
A tymczasem ogłaszam: Bracia, uciszcie się!“

I by donośniej mówić, wstąpił na stos wielki
Belek (pod płotem sadu suszyły się belki),
       755 Wlazł na nie, i zarazem, jakby go wiatr zdmuchnął,
Zniknął z oczu. Słyszano jak w kapustę buchnął;
Widziano, po konopiach ciemnych jego biała
Konfederatka, niby gołąb’ przeleciała.
Konewka strzelił w czapkę, ale chybił celu;
       760 Wtem zatrzeszczały tyki, już Protazy w chmielu.
„Protestuję!“[58] — zawołał; pewny był ucieczki,
Bo za sobą miał łozę i bagniska rzeczki.


Po tej protestacyi, która się ozwała
Jak na zdobytych wałach ostatni strzał działa,
       765 Ustał już wszelki opór w Soplicowskim dworze.
Szlachta głodna plondruje, zabiera, co może.
Kropiciel, stanowisko zająwszy w oborze,
Jednego wołu i dwa cielce w łby zakropił,
A Brzytewka im szablę w gardzielach utopił;
       770 Szydełko równie czynnie używał swej szpadki,
Kabany[59] i prosięta koląc pod łopatki.
Już rzeź zagraża ptastwu. Czujne gęsi stado,
Co niegdyś ocaliło Rzym przed Gallów zdradą,
Darmo gęga o pomoc; zamiast Manlijusza,[60]
       775 Wpada w kotuch[61] Konewka, jedne ptaki zdusza,
A drugie żywcem wiąże do pasa kontusza.
Próżno gęsi szyjami wywijając chrypią,
Próżno gęsiory, sycząc, napastnika szczypią.
On bieży; osypany iskrzącym się puchem,
       780 Unoszony jak kołmi gęstych skrzydeł ruchem,
Zdaje się być chochlikiem, skrzydlatym złym duchem.

Ale rzeź najstraszniejsza, chociaż najmniej krzyku,
Między kurami. Młody Sak wpadł do kurniku,
I z drabinek, stryczkami łowiąc, ciągnie zgóry
       785 Kogutki i szurpate i czubate kury;
Jedne po drugich dusi i składa do kupy,
Ptastwo piękne, karmione perłowemi krupy.
Niebaczny Saku, jakiż zapał cię unosi!
Nigdy już odtąd gniewnej nie przebłagasz Zosi.


       790 Gerwazy przypomina starodawne czasy:
Każe sobie podawać od kontuszów pasy,
I niemi z Soplicowskiej piwnicy dobywa
Beczki starej siwuchy, dębniaku[62] i piwa.
Jedne wnet odgwożdżono, a drugie ochoczo
       795 Szlachta, gęsta jak mrowie, porywają, toczą
Do zamku; tam na nocleg cały tłum się zbiera,
Tam założona główna Hrabiego kwatera.

Nakładają sto ognisk, warzą, skwarzą, pieką,
Gną się stoły pod mięsem, trunek płynie rzeką;
       800 Chce szlachta noc tę przepić, przejeść i prześpiewać. —
Lecz powoli zaczęli drzemać i poziewać;
Oko gaśnie za okiem i cała gromada
Kiwa głowami, każdy, gdzie siedział, tam pada:
Ten z misą, ten nad kuflem, ten przy wołu ćwierci.
       805 Tak zwycięzców zwyciężył wkońcu sen, brat śmierci.









  1. Astronomja = nauka o gwiazdach.
  2. kometa, gwiazda błędna, za którą zwykła się ciągnąć smuga światła.
  3. harmonika szklana, o której też mowa w improwizacji Konrada (III. cz. „Dziadów“), składała się ze szklanych krążków, o które ocierał się walec (sfera) i wywoływał przejmujące dźwięki.
  4. akord = zgoda tonów.
  5. Podziwiać trzeba dobór słów, naśladujących huczenie bąków: z bagien basem bąki; podobnież w. 36: bekając... w bębenki biją.
  6. finał = zakończenie.
  7. zaklęte jeziora. W dziełach Klaprota wyczytał Bohdan Zaleski wzmiankę o śpiewających jeziorach na Kaukazie i napisał śliczną baladę p. t. „Śpiewające jezioro“. Mickiewicz miał je tu na myśli.
  8. fortissimo = jak najsilniej.
  9. arfa Eola, rodzaj arfy, której struny wiatr porusza, wywołując dźwięki; Eol, nazwa bożka wiatrów.
  10. zodjak = zwierzyniec gwiazd, nazwanych od układu zbiorów gwiezdnych (konstelacyj) np. Rak, Niedźwiedzica, Wąż i t. d.
  11. ✽Wóz Dawida, konstelacja zwana u astronomów Ursa major✽, t. j. Niedźwiedzica wielka.
  12. gwiazda polarna, w stronie bieguna północnego (po łacinie polus).
  13. Lewjatan, biblijny potwór, wieloryb.
  14. Mir, miasteczko między Nowogródkiem a Nieświeżem.
  15. ✽Było zwyczajem zawieszać przy kościołach znajdowane zabytki kości kopalnych, które lud uważa za kości olbrzymów✽.
  16. ✽Pamiętny kometa r. 1811.
  17. Przypis własny Wikiźródeł W XIX wieku słowo „kometa” w języku polskim było rodzaju męskiego.
  18. rydwan = Wóz, Niedźwiedzica Wielka.
  19. Cywun, ciwun, dawniej urzędnik ziemski na Litwie, potem włodarz, rządca.
  20. pisarz prowentowy, rachmistrz dworski, zapisujący prowenty, t. j. dochody z gospodarstwa.
  21. Puzynina Elżbieta z Ogińskich, założycielka obserwatorjum gwiazd w szkole głównej wileńskiej † 1767.
  22. teleskop = dalekowidz do badania gwiazd, księżyca i t. d.
  23. ks. Poczobut Odlanicki Marcin, profesor astronomji w szkole głównej wileńskiej (1764—1799).
    ✽Ks. Poczobut, ex-jezuita, sławny astronom, wydał dzieło o Zodjaku w Denderach, i obserwacjami swemi pomógł Lalandowi do obrachowania biegów księżyca. Obacz „Żywot“ przez Jana Śniadeckiego.✽
  24. Śniadecki Jan, znakomity matematyk, astronom i filozof polski (*1756 †1830), profesor w akademji krakowskiej, następnie w uniwersytecie wileńskim, w latach 1806—1814 rektor tegoż uniwersytetu.
    Wiersze 151—157. są ostatniem echem polemiki romantyka z zagorzałym przeciwnikiem romantyzmu, Śniadeckim.
  25. Branicki Franciszek Ksawery, (nazywany przez wielu współczesnych i potomnych Braneckim, † 1819), hetman wielki koronny, jenerał w służbie rosyjskiej, jeden z twórców konfederacji targowickiej. Zjazd Targowiczan odbył się w Jasach na pograniczu Wołoszczyzny i Besarabji w r.1792.
  26. ks. Bartochowski Wojciech, jezuita, panegirysta wieku XVII. (*1640—†1708); na cześć Jana III napisał pochwalny poemat p. t. „Fulmen Orientis Joannes III“, t. j. „Piorun wschodu Jan III“; poemat ten zczasem stał się bardzo popularny i często w mowach był cytowany (I wydanie: 1684, II: 1737, III: 1747).
  27. J. K. Rubinkowski wydał w r. 1739 dzieło p. t. „Janina zwycięskich tryumfów Jana III.“ Wpływ tego dzieła na Mickiewicza wykazali Piotr Chmielowski i prof. Stanisław Windakiewicz (Prolegomena do „Pana Tadeusza“, str. 94—95.)
  28. Czartoryski Adam Kazimierz ks., generał t. j. naczelny starosta ziem podolskich, jeden z najbardziej wykształconych Polaków wieku XVIII, głośny opiekun nauk i odrodzenia duchowego, pisarz (Dantiscus) (*1734—†1823).
  29. dla popularności = dla wziętości, aby stać się miłym szlachcie.
  30. Jatra, wieś w Nowogródzkiem.
  31. Zdzięcioł, wieś w powiecie słonimskim.
  32. ✽Właściwie ks. de Nassau-Siegen, sławny podówczas wojownik i awanturnik. Był admirałem moskiewskim i pobił Turków na Lemanie, potem sam na głowę pobity od Szwedów. Bawił czas jakiś w Polsce, gdzie otrzymał indygenat. Pojedynek ks. de Nassau z tygrysem brzmiał wówczas po wszystkich gazetach europejskich.✽
  33. Libijska ziemia, tu ogólnikowo, zamiast: Afryka.
  34. prowincjał = przełożony nad całą prowincją zakonną.
  35. In articulo mortis = w niebezpieczeństwie, grożącem śmiercią.
  36. fanfaron = pyszałek, zarozumialec.
  37. właściwie gwarowo brzmiał koniec wiersza: dosić, i tak wymawia wielu po dziś dzień.
  38. giez, owad dokuczliwy dla bydła, które przed nim jak szalone ucieka.
  39. szepnął... palec mały, zwrot przejęty z francuskiego.
  40. raptus, szał.
  41. w Księstwo, zamiast: do Księstwa (Warszawskiego).
  42. na kobiercu. Tylko na kobiercu brać mógł młody szlachcic chłostę od ojca lub opiekuna. Tak objaśniał zwrot o kobiercu Piotr Chmielowski, który odrzucał myśl o kobiercu ślubnym.
  43. Meduza = według mitologji greckiej potwór kobiecy, o wzroku zabijającym, zamieniającym w kamień.
  44. wymyślną = wybredną.
  45. orkiestra, zespół muzyczny.
  46. Świtezianka, bogini jeziora Świteź, wsławionego baladą Mickiewicza.
  47. giwate, po litewsku = żywina, coś żywego, wymijająco (eufemistycznie) o żmijach i wężach.
  48. wrzos, krzew przyziemny o kwiatach czerwonych (erica).
  49. rusznica = strzelba.
  50. od Żydów kłute. Poeta daje tu wyraz rozpowszechnionemu wówczas wśród ludu przekonaniu o nadużywaniu krwi dzieci chrześcijańskich do zaprawy t. zw. macy żydowskiej.
  51. Etna, góra wulkaniczna na Sycylji.
  52. oskoma, ślinka na coś, napływ śliny do ust, łaknących na widok łakoci.
  53. furażowanie = szukanie żywności.
  54. legalnie = prawnie; formalnie = według formy, t. j. według przepisów prawnych.
  55. intromisja = wprowadzenie prawne.
  56. 733—35, z gajami, borami, granicami, kmieciami, sołtysami, wszystkiemi rzeczami i niektóremi innemi.
  57. O siedmiu kościołach mówi św. Jan w „Apokalipsie“ I, 4, 11, 20. — Zwrot filomacki, często w korespondencji filomatów używany.
  58. protestuję = sprzeciwiam się.
  59. kaban = wieprz.
  60. Manlius obronił w r. 389 przed Chr. gród rzymski (Kapitol) przed Gallami dzięki czujności gęsi.
  61. kotuch, zagroda dla drobiu, kurnik.
  62. dębniak, rodzaj miodu wytrawnego.





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Adam Mickiewicz.