Modlitwa buntu

<<< Dane tekstu >>>
Autor Janusz Korczak
Tytuł Modlitwa buntu
Pochodzenie Sam na sam z Bogiem
Wydawca Towarzystwo Wydawnicze
Data wydania 1922
Druk Drukarnia Naukowa
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub Pobierz Cały zbiór jako PDF Pobierz Cały zbiór jako MOBI
Indeks stron
MODLITWA BUNTU.

Nie zadrwisz ze mnie, Przepotężny Boże, bo sam drwię z życia mego drwiny, bo w pancerzu śmierć tylko może mnie ugodzić, a ja ze śmierci drwię.
Ja — kilka kubłów brudnej wody, pomyje, skórą obleczone. Takim stworzyłeś, przepotężny, aby Ci było wesoło.
Uskrzydliłeś myśl; ale ryj życia skrzydła ponadgryzał, skrzepy krwi gnojem umorusał. Hej, skrzydłami niebabym dosięgnął, ale ono tylko dla wielbiących Cię kornie służalców.
A we mnie ani pokory, ani uwielbienia, jeno bunt. Nie zaczepna ambicja, a obronna duma.
Dumnie wyprostowany, ani łaski nie pragnę, ani się kary boję.
Jam sobie światem, ja tego mojego świata Pan i Bóg. Jam sobie jedyny rozkaz, jedyne hasło, jedyna wola tworzenia z siebie i zniszczenia. Mam własne słońca i własne w sobie pioruny.
Co zechcę, uczynię.
Chcę krew do biała rozżarzyć, chcę wszystkich żądz dzwony rozkołysać, obejmę w jeden piorun wszystkie grzeszne chcenia i nawet chętki tylko, trucizną przepoję myśli — zapalę wielki pożar na ołtarzu buntu mego przeciw Tobie i sam w płomieniu się spalę. Bo tak właśnie chcę.
Nie pragnę starości, w łaskawym darze rzuconą jałmużnę wrastania częściami w mogiłę, jałmużnę powolnego konania.
Zbuntowany jestem niewolnik, który ma ostatnią i jedyną wolność, jedyny oporu wyraz: nie!
Nie chcę, nie będę — nie posłucham, — nie ulegam.
Część Ciebie jest duch mój, a więc zbuntowałeś się Sam przeciw Sobie. Ja Bóg, wyzywam Ciebie, Boże, równi Sobie. Potężnemu Bogu, który drwi, przeciwstawiam Boga, który się mści: sponiewieram, zszargam, zrupiecę Ciebie w sobie.
Byś się wyparł i pokarał — i — niechże przypomnę: — i pogrążył w czeluście piekielne.
Przepotężny jesteś, a tryumfująca podłość urągliwie szczuje bezdomne Dobro.
Przepotężny jesteś, a prawdaródź bezmocna pasuje się z zachłannym kłamstwa oceanem.
Sprawiedliwość zasłoniła oczy.
Wszystko jest podłością i kłamstwem w rozdwojonym człowieku, wszystko prócz pazurów i kłów.
Więc warczę na Ciebie, jak pies, więc drapieżny, sprężony do skoku, wpić się pragnę, — wzrokiem krwawym mierzę kierunek — i — uderzam w próżnię.
Dlatego wierzę, że Tyś stworzył i kierujesz, aby móc Ci bluźnić.



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Henryk Goldszmit.