Pluton zagniewany zwoływa piekielną czeladź

<<< Dane tekstu >>>
Autor Piotr Kochanowski
Tytuł Pluton zagniewany zwoływa piekielną czeladź
Podtytuł (z „Goffreda abo Jeruzalem wyzwolonej“)
Pochodzenie Klejnoty poezji staropolskiej
Redaktor Gustaw Bolesław Baumfeld
Wydawca Towarzystwo Wydawnicze w Warszawie
Data wydania 1919
Druk Drukarnia Naukowa
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Cała antologia
Indeks stron
PIOTR KOCHANOWSKI.
PLUTON ZAGNIEWANY
ZWOŁYWA PIEKIELNĄ CZELADŹ.
(Z „GOFFREDA ABO JERUZALEM WYZWOLONEJ“
TORQUATA TASSA.)

Kiedy tak pilnie i tak ukwapliwie
Robili cieśle, do lasu posłani,
Na chrześcijany pojźrzał nieżyczliwie
Straszliwy tyran piekielnej otchłani.
A widząc, że się im wiodło szczęśliwie
I że od Boga byli miłowani, -
Z jadu się kąsał i jako byk ryknął:
Tak mu ból serce przejął i przeniknął.

Chce wszytką mocą trapić chrześcijany,
Według swojego dawnego nałogu;
Na to złych duchów zbór sobie poddany
Zbiera do swego królewskiego progu;
Mniema tak, sprośny głupiec opętany,
Że to rzecz łatwa przeciwić się Bogu,
I nie chce pomnieć szaleniec przeździęki,
Jaki z gniewliwej piorun Jego ręki.

Ogromną trąbą Lucyper zuchwały
Kupi do siebie mieszkańce podziemne;
Której się straszne dźwięki rozlegały,
Przechodząc piekła i przepaści ciemne.
Nigdy tak nieba ogromnie nie grzmiały,
Gdy miecą gromy na doliny ziemne,
Nie tak ziemia drży i trzęsie się na dnie,
Gdy wiatr chce wypaść, co się w nię zakradnie.


Zbiegli się zaraz piekielni duchowie
Na pałac, w którym mieszka Pluton srogi,
W różnych postaciach: a kto je wypowie?
Strach i wspominać! Jedni kurze nogi,
Drudzy wielbłądzie, trzeci mają krowie:
Są i ci, którzy na łbie niosą rogi,
Inszy zaś warkocz z wężów upleciony
I smocze niosą za sobą ogony.

Widziałbyś tam był Arpije nieczyste,
Centaury, Sfingi, wybladłe Gorgony,
I szczekające Scylle zawiesiste,
Gwiżdżące Hydry, świszczące Pitony,
Chimery, sadze plujące ogniste,
Straszne Cyklopy, srogie Geryjony,
I wiele dziwów nigdy niewidzianych,
Z różnych postaci w jedne pomieszanych.

Starsze po prawej posadzono stronie,
Po lewej młodsze i nie tak wspaniałe,
We śrzodku Pluton straszliwy, na łonie
Trzyma żelazne sceptrum zardzewiałe:
Tak był sam w sobie, tak wielki w ogonie,
Że się i Alpy przy nim zdały małe,
I Atlas, chocia sięga pod obłoki,
Nie jest tak wielki, ani tak wysoki.

Oczy miał wściekle, wzrok, by u komety,
Powagę mu twarz surową czyniła,
Wszytek był czarny od głowy do pięty,
Kosmate piersi gęsta broda kryła,
Miąższy u gęby wąs wisiał pomięty,
W czele miał jeden, we łbie rogów siła,
A ukrwawiona gęba była taka,
Jako głęboka, straszna przepaść jaka....

(1618.)




Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Piotr Kochanowski.