Problem istnienia Boga u Anzelma z Canterbury i problem prawdy u Henryka z Gandawy/Przedmowa

<<< Dane tekstu >>>
Autor Mieczysław Gogacz
Tytuł Problem istnienia Boga u Anzelma z Canterbury i problem prawdy u Henryka z Gandawy
Rozdział Przedmowa
Data wydania 1961
Wydawnictwo Towarzystwo Naukowe KUL
Druk Krakowskie Zakłady Graficzne
Miejsce wyd. Lublin
Źródło skany na commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
PRZEDMOWA

Umieszczenie w jednej książce obok siebie Anzelma z Canterbury i Henryka z Gandawy jest właściwie przypadkowe i jednocześnie całkiem uzasadnione. Jest przypadkowe, ponieważ Henryk ze swoim problemem prawdy nie musi koniecznie stanąć obok Anzelma i jego dowodu istnienia Boga. Jest uzasadnione, ponieważ podobna jest w literaturze filozoficznej sytuacja obu spraw, dowodu Anzelma i problemu prawdy u Henryka.
Anzelm sformułował dowód, który porusza i niepokoi zawsze wszystkich filozofów. Sformułował go w ten sposób, że każde odczytanie dowodu jest jego interpretacją. Stąd za każdym razem, gdy się ten dowód odczytuje, jak gdyby po raz pierwszy prezentuje się go Czytelnikowi.
Henryk analizował problem możliwości poznania prawdy bez pomocy oświecenia boskiego. Doszedł do wniosku, że człowiek poznaje prawdę samodzielnie, właśnie bez pomocy oświecenia. Stwierdzenie tego jest przeciwstawieniem się dotychczas wygłaszanym opiniom zupełnie przeciwnym. Sprawa ta jest w tej książce po raz pierwszy prezentowana Czytelnikowi.
Po raz pierwszy więc w tej książce, jako nowa interpretacja, jest prezentowany dowód Anzelma i po raz pierwszy Czytelnik otrzymuje informację, inną niż dotychczas referowane, że według Henryka z Gandawy człowiek poznaje prawdę bez pomocy oświecenia. Uzasadnieniem dalszym umieszczenia w jednej książce Anzelma i Henryka jest np. fakt zarzutu, że przy tak postawionym jak u Anzelma i Henryka zagadnieniu nie poznaje się w ogóle istnienia Boga ani prawdy w sposób zgodny z naturalnym, ludzkim poznaniem. Anzelm doczekał się zarzutu idealizmu (platonizm) lub irracjonalizmu (mistyka), Henryk zarzutu sceptycyzmu (nie poznajemy prawdy bez pomocy oświecenia).
Być może takich podobieństw, uzasadniających umieszczenie w jednej książce obu autorów, dałoby się znaleźć wiele. Nie o to chodzi.
Chodzi może raczej o to, aby Czytelnik wziął do rąk książkę o Anzelmie i Henryku zdumiony np. przypadkowym, jak gdyby, zestawieniem. Powiedzmy żartobliwie, chodzi o zdumienie, które jest zawsze początkiem refleksji. Materiały, których dostarcza książka, mogą być bogatą pożywką refleksji. Są bowiem spojrzeniem na problemy, które i w tej książce nie zostały ostatecznie wyczerpane.
Novum tej książki, bo o to pyta najpierw Czytelnik, jest to, że podaje, opartą na dotychczasowych osiągnięciach, próbę zinterpretowania dowodu Anzelma w duchu swoistego aposterioryzmu, uzasadnionego występującą u Anzelma metodą negacji i metodą poznania istnienia. Podaje też, że, wbrew dotychczasowym opiniom w literaturze specjalistycznej, według Henryka z Gandawy poznaje się prawdę bez pomocy oświecenia boskiego.
Serdeczne podziękowanie za trud oceny tej książki składam prof. dr St. Swieżawskiemu. prof. dr J. Dąmbskiej, prof. dr L. Kalinowskiemu i Radzie Wydziału Filozofii Chrześcijańskiej KUL.

25 marca 1960


Tekst udostępniony jest na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska.