Rozmowa o Konstytucji 3 Maja

<<< Dane tekstu >>>
Autor Julian Ursyn Niemcewicz
Tytuł Rozmowa o Konstytucji 3 Maja
Pochodzenie Klejnoty poezji staropolskiej
Redaktor Gustaw Bolesław Baumfeld
Wydawca Towarzystwo Wydawnicze w Warszawie
Data wydania 1919
Druk Drukarnia Naukowa
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Cała antologia
Indeks stron
JULJAN URSYN NIEMCEWICZ.
ROZMOWA O KONSTYTUCJI 3 MAJA.
(Z „POWROTU POSŁA“.)
PODKOMORZY odpieczętowawszy list.

A to od mego syna; chwalebna ich praca
Zawieszona na chwilę i syn mój powraca.
Ciesz się, kochana żono, dzisiaj go ujrzymy.


PODKOMORZYNA.

Jakżem szczęśliwa! dawno już po nim tęsknimy.


PODKOMORZY.

Jam nie tęsknił, gdy zadość czynił urzędowi;
Dom zawsze ustępować powinien krajowi.
W nieprzytomności jego cieszyły mię wieści,
Że się wśród tych cnotliwych mężów syn mój mieści,
Co z przemocy i hańby kraj nasz wydobyli.


STAROSTA.

Niedługo się tem wszystkiem będziemy cieszyli.
Bóg wie, co porobiły sejmujące Stany!
Dlaczego ten rząd, po co te wszystkie odmiany?
Alboż źle było dotąd, a nasi przodkowie
Nie mieliż to rozumu i oleju w głowie?
Byliśmy potężnymi pod ich ustawami.
Jak to Polak szczęśliwie żył pod Augustami!
Co to za dwory, jakie trybunały huczne,
Co za paradne sejmy, jakie wojsko juczne.
Człek jadł, pił, nic nie robił, i suto w kieszeni.
Dziś się wszystko zmieniło i bardziej się zmieni.
Zepsuli wszystko, tknąć się śmieli, okrutnicy,
Liberum veto, tej to wolności źrenicy! Płacze.
Przedtem bez żadnych intryg, bez najmniejszej zdrady
Jeden poseł mógł wstrzymać sejmowe obrady,
Jeden ojczyzny całej trzymał w ręku wagę,
Powiedział: nie pozwalam, i uciekł na Pragę.
Cóż mu kto zrobił? jeszcze za lak przedni wniosek
Miał promocje, i dostał czasem kilka wiosek;
Dzisiaj co kto dostanie? nowomodne głowy
Chcą robić jakieś straże, jakiś sejm gotowy:
Czyste do despotyzmu otwierają pole!


PODKOMORZY.

Wskrzeszają mądrą wolność, skracają swywole.
Ten to nieszczęsny nierząd, to sejmów zrywanie,
Kraj zgubiło, ściągnęło obce panowanie:
Te zaborów, te srogich klęsk naszych przyczyną.
I my sami byliśmy nieszczęść naszych winą;
Gnijąc w zbytkach, lenistwie i biesiad zwyczaju,
Myśleliśmy o sobie, a nigdy o kraju.
Klęskami ojców nowe plemię ostrożniejsze,
Wzgardziwszy zyski, było na całość baczniejsze.
Nieba zdarzyły porę, oni ją chwycili,
Ojczyznę z pod ciężkiego jarzma wydobyli.

Walcząc wszystkie przeszkody gorliwą robotą,
Idąc przykładem króla i własną swą cnotą,
Powracają porządek, i sławę ojczyźnie.
Stokroć szczęśliwym, że choć przy późnej siwiźnie
Ujrzę, że Polska rządna i że poważana.


STAROSTA.

Wiem, że waćpanu każda przyjemna odmiana.
W księga się tych zdrożności wszystkich nauczyłeś,
W tych księgach, nad któremi już oczy straciłeś.
Ja, co nigdy nie czytam lub przynajmniej mało,
Wiem, że tak jest najlepiej, jak przedtem bywało.
Równycheś sentymentów nauczył i syna;
Czysto w zdaniach tatunia swego przypomina.
Pięknie się na dzisiejszym sejmie popisował!


PODKOMORZYNA z żywością.

W nieuczciwem go zdaniu nikt nie poszlakował.


STAROSTA.

Nie wiem, czyli złe zdanie, czyli też uczciwe.
Może bardzo rozumne, ale — niegorliwe;
Każdej rzeczy jakoweś zgłębianie zdaleka:
To śmieszne jakieś względy na prawa człowieka,
To zawody sumienia, to delikatności,
To jakieś szanowanie świętych praw własności.
Za naszych czasów na to wszystko nie zważano.
Wszyscy byli kontenci, robiono, co chciano....
Jakież waćpana zdanie o sejmie gotowym?!
Czy liż się to z rozumem może zgadzać zdrowym,
Żeby poseł w urzędzie był dwa lata trwale?
Sejm powinien być tylko o świętym Michale,
Nie więcej, jak sześć niedziel, tak przedtem bywało.

PODKOMORZY.

I to wszystkich klęsk naszych przyczyną się siało!
W nierządzie i letargu naród zanurzony.
Raz we dwa lala sejmem bywał przebudzony,
Nie dlatego, by radził, lecz żeby się kłócił,
W nieładzie wszystko zasiał, w nieładzie porzucił.
Kraj ustawnych zaradzeń może potrzebować,
Te powinien w swym rządzie bez zwłoki znajdować.


STAROSTA.

Bez zwłoki! to o sejmie nie można powiedzieć.
Dzisiejszy przez dwa lala nie przesłał się biedzić:
I cóż ci prawodawcy dobrego zrobili?
Wszystko pozaczynali, a nic nie skończyli.


PODKOMORZY.

Narody szybkim pędem do upadku lecą,
Lecz długo trzeba czekać, niżli się oświecą,
Nim się zwalczą przesądy, duch niezgód obłudny;
Nad wkorzenionym błędem tryumf światła trudny.
Czernić sejm ten już rzeczą stało się zwyczajną.
Nie zrobił tyle, co mógł, nikomu nietajną;
Ale zważając, jakie znajdował trudności,
Za to, co zrobił, wiele winniśmy wdzięczności.
Nie podlegamy więcej panowi obcemu.
Zważmy, czemeśmy byli łat tylko dwa temu?
Wewnątrz słabi, niezgodni, srodze uciśnieiii,
U postronnych nieznani, albo też wzgardzeni.
Dziś się sława narodu i powaga wraca;
Obywatel z radością podatek opłaca;
Przez wolny sojusz dawna świetność nam oddana,
Mamy dziś sprzymierzeńca, mieliśmy wprzód pana;
Wojska wzrastają, pełne szlachetnej ochoty:
Patrz na okryte zbroją cnej młodzieży roty,
Skarby, złotem, zbrojownie śpiżem, napełnione.

Będą jeszcze dla Polski dni świetne wrócone,
Będą! byleby naród, cnotą zapalony,
Chęcią dobra ojczyzny z królem połączony,
Uwodzić się namowom przewrotnym nie dawał
I w zaczętej już pracy nigdy nie ustawał!
Niech każdy ma szczęśliwość powszechną w pamięci,
I miłość własną — kraju miłości poświęci!
Z dawnym wyborem wkrótce nowy się połączy;
Co pierwszy nie dokonał, to drugi dokończy;
Czynnie robiąc, zaradzi powszechnej potrzebie,
Zyska szczęście dla kraju, a sławę dla siebie!...

(1790).



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Julian Ursyn Niemcewicz.