Serce (Amicis)/Próżność

<<< Dane tekstu >>>
Autor Edmund de Amicis
Tytuł Serce
Data wydania 1938
Wydawnictwo Gebethner i Wolff
Drukarz Drukarnia „Antiqua” St. Szulc i S-ka
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Maria Konopnicka
Tytuł orygin. Cuore
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
Próżność.
5. poniedziałek.

Byłem wczoraj na spacerze w alejach Riven z Vatinim i z jego ojcem. Przechodząc przez ulicę Wielkozłotą zobaczyliśmy Stardiego, tego co to daje kuksy, gdy mu się przeszkadza w szkole. Stał jak trup przed oknem księgarni, z oczyma wlepionymi w kartę geograficzną, i kto wie odkąd już tam stał, bo on się i na ulicy uczy. Ledwo że nam się odkłonił, ten parobas.
Vatini był ślicznie ubrany i nawet zanadto wystrojony. Miał safianowe buciki czerwono wyszyte, haftowaną kurtkę z jedwabnymi potrzebami, biały filcowy kapelusik i zegarek. A jak się pysznił! Ale mu tym razem na złe próżność wyszła.
Przebiegłszy kawał alei i zostawiwszy daleko za sobą ojca jego, który szedł powoli, zatrzymaliśmy się przy kamiennej ławce, obok jakiegoś skromnie ubranego chłopca, który zdawał się być zmęczony i wypoczywał ze schyloną głową. Jakiś pan, który pewno był jego ojcem, chodził tam i napowrót pod drzewem i czytał gazetę. Usiedliśmy. Vatini usiadł między mną a chłopcem. I zaraz przypomniał sobie, że jest wystrojony i chciał, żeby go ten chłopiec podziwiał i żeby mu zazdrościł, podniósł więc nogę i rzekł do mnie:
— Widziałeś moje buciki węgierskie?
Nie tyle mu o mnie szło, tylko żeby ten drugi patrzał. Ale chłopiec ani spojrzał nawet. Więc spuścił nogę i pokazując jedwabne szamerowanie swojej kurtki rzekł spojrzawszy spod oka w stronę chłopca, że mu się to szamerowanie jakoś nie podoba, i że chce je zamienić na złote guziczki. Ale chłopiec i na szamerunki nie patrzał.
Zaczęło to niecierpliwić Vatiniego, wyciągnął więc zegarek, otworzył go i pokazywał mi kółka i sprężyny. Ale tamten nie podniósł nawet głowy.
— Czy to srebro pozłacane? — spytałem.
— Nie — odrzekł Vatini — to złoto.
— Ale przecież zegarek nie jest cały ze złota — rzekłem na to — musi tam być w nim i srebro.
— Ale nie!... — odpowiedział. I aby zmusić chłopca do patrzenia, podsunął mu zegarek pod samą twarz i rzekł:
— Powiedz sam... Spojrzyj! Czy nie prawda, że cały jest złoty?
A chłopiec odpowiedział krótko:
— Nie wiem.
— Ho, ho! — zawołał Vatini. — Jaki pyszny!
A kiedy to mówił, zbliżył się jego ojciec, popatrzył przez chwilę na tego chłopczyka, a potem rzekł porywczo synowi swemu:
— Milcz! — a schyliwszy mu się do ucha dodał. — Jest ślepy!
Vatini skoczył na równe nogi z przestrachem i spojrzał chłopcu w twarz. I prawda! Źrenice jego były szklane, bez wyrazu, bez spojrzenia...
Zawstydził się okropnie Vatini i stał bez słowa spuściwszy oczy na ziemię, po czym wyjąkał:
— Bardzo żałuję... Nie wiedziałem...
Ale niewidomy chłopczyk, który wszystko zrozumiał, rzekł z melancholijnym i miłym uśmiechem:
— Oh, nic nie szkodzi!
Więc tak: Vatini jest próżny, ale nie ma złego serca. Jakoż przez całą powrotną drogę nie roześmiał się ani razu.

· · · · · · · · · · · · · · · · · · · ·




Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Edmondo De Amicis i tłumacza: Maria Konopnicka.