Strona:Upominek. Książka zbiorowa na cześć Elizy Orzeszkowej (1866-1891).pdf/396: Różnice pomiędzy wersjami

[wersja przejrzana][wersja przejrzana]
 
lit.
Treść strony (podlegająca transkluzji):Treść strony (podlegająca transkluzji):
Linia 8: Linia 8:
{{tab}}O nim to Słowacki powiedział niegdyś:<br />
{{tab}}O nim to Słowacki powiedział niegdyś:<br />
{{tab}}„Jednego tylko znałem szlachcica“...<br />
{{tab}}„Jednego tylko znałem szlachcica“...<br />
{{tab}}Nazywał się Adam Jerzy książę Czartoryski, syn generała ziem podolskich. Umarł zdała od kraju, na ziemi francuskiej; ale umierał wśród rodzi przyjaciół, wielbicieli i sędziów, wytworzywszy na około siebie duchem i otoczeniem, obyczajem i pamiątkami, odłamek ziemi rodzinnej.<br />
{{tab}}Nazywał się Adam Jerzy książę Czartoryski, syn generała ziem podolskich. Umarł zdala od kraju, na ziemi francuskiej; ale umierał wśród rodzi przyjaciół, wielbicieli i sędziów, wytworzywszy na około siebie duchem i otoczeniem, obyczajem i pamiątkami, odłamek ziemi rodzinnej.<br />
{{tab}}Los zbliżył mnie do tego wielkiego starca w ostatnim roku jego życia, i parę wspomnień odnoszących się do tej chwili, ślę do księgi pamiątkowej, przeznaczonej na cześć serdeczną dla znakomitej rodaczki. Zobaczyłam go po raz pierwszy w hotelu Lambert, śród wieczornych świateł salonu, otoczonego orszakiem mężów z przeszłości. Każde wymienione nazwisko wprowadzało mnie w zachwyt, w zdumienie... Świeżo przybyła z kraju, wychowana w twardych tradycjach, byłam pod urokiem. W żywych ciałach stali przedemną ludzie, którzy w młodzieńczej wyobraźni należeli już tylko do świata moich książek, czytywanych nocami, do powieści ojca przy ogniu domowym, do piosnek matki mojej! Po wieczerzy w pięknej galerji, zdobnej pędzlem Le Brun’a i Lesueur’a, gdym stała pod wrażeniem myśli nowych, książę Adam podszedł do mnie wolniutko i z właściwym sobie uśmiechem dobroci i uprzejmości powiedział:<br />
{{tab}}Los zbliżył mnie do tego wielkiego starca w ostatnim roku jego życia, i parę wspomnień odnoszących się do tej chwili, ślę do księgi pamiątkowej, przeznaczonej na cześć serdeczną dla znakomitej rodaczki. Zobaczyłam go po raz pierwszy w hotelu Lambert, śród wieczornych świateł salonu, otoczonego orszakiem mężów z przeszłości. Każde wymienione nazwisko wprowadzało mnie w zachwyt, w zdumienie... Świeżo przybyła z kraju, wychowana w twardych tradycjach, byłam pod urokiem. W żywych ciałach stali przedemną ludzie, którzy w młodzieńczej wyobraźni należeli już tylko do świata moich książek, czytywanych nocami, do powieści ojca przy ogniu domowym, do piosnek matki mojej! Po wieczerzy w pięknej galerji, zdobnej pędzlem Le Brun’a i Lesueur’a, gdym stała pod wrażeniem myśli nowych, książę Adam podszedł do mnie wolniutko i z właściwym sobie uśmiechem dobroci i uprzejmości powiedział:<br />
{{tab}}— Co pani myśli sobie o nas, że my tu na obczyźnie tacy gwarni, często weseli i śmiejący się...<br />
{{tab}}— Co pani myśli sobie o nas, że my tu na obczyźnie tacy gwarni, często weseli i śmiejący się...<br />