Strona:Edgar Allan Poe - Morderstwo na rue Morgue.djvu/306: Różnice pomiędzy wersjami

m
bot poprawia formatowanie
 
m (bot poprawia formatowanie)
 
Treść strony (załączany fragment):Treść strony (załączany fragment):
Linia 1: Linia 1:
 
meteoryczny kamień przeleciał znowu blisko mnie, a częstość zjawiska zaczęła mnie już niepokoić.<br><br><br>
 
meteoryczny kamień przeleciał znowu blisko mnie, a częstość zjawiska zaczęła mnie już niepokoić.<br><br><br>
 
{{tab}}''17-go kwietnia.'' Dzisiejszy ranek był epoką w mojej podróży. Przypominam, że trzynastego ziemia przedstawiała szerokość kątową dwudziestu pięciu stopni; czternastego kąt znacznie się zmniejszył, piętnastego zmniejszenie się postąpiło dalej; idąc spać szesnastego, zauważyłem kąt zaledwie siedmiu stopni i piętnastu minut. Jakież więc było moje zdumienie, gdy obudziwszy się z krótkiego i przerywanego snu, rano tegoż dnia siedmnastego, spostrzegłem pod sobą powierzchnię tak nagle i cudownie ''powiększoną'' w objętości, że kąt nie wynosił mniej niż trzydzieści dziewięć stopni.<br>
 
{{tab}}''17-go kwietnia.'' Dzisiejszy ranek był epoką w mojej podróży. Przypominam, że trzynastego ziemia przedstawiała szerokość kątową dwudziestu pięciu stopni; czternastego kąt znacznie się zmniejszył, piętnastego zmniejszenie się postąpiło dalej; idąc spać szesnastego, zauważyłem kąt zaledwie siedmiu stopni i piętnastu minut. Jakież więc było moje zdumienie, gdy obudziwszy się z krótkiego i przerywanego snu, rano tegoż dnia siedmnastego, spostrzegłem pod sobą powierzchnię tak nagle i cudownie ''powiększoną'' w objętości, że kąt nie wynosił mniej niż trzydzieści dziewięć stopni.<br>
{{tab}}Byłem jakby piorunem rażony! Żadne słowa nie mogą dać pojęcia o nadzwyczajnem przerażeniu i zdumieniu jakie mnie ogarnęły i całkowicie opanowały. Kolana drżały podemną, zęby szczękały — włosy stanęły mi na głowie. »Balon zatem musiał pęknąć!« Oto były pierwsze bezładne myśli, przebiegające przez mój mózg: »Balon niewątpliwie pękł!« — Spadałem — spadałem z największą chyżością. Sądząc z olbrzymiej przestrzeni, przebytej tak szybko, nie mogło upłynąć więcej jak dziesięć minut co najwyżej, nim nie zetknę się z powierzchnią ziemi i ulegnę zupełnemu unicestwieniu. Ale przecie zastanowienie przyszło mi na pomoc. {{pp|Za|cząłem}}
+
{{tab}}Byłem jakby piorunem rażony! Żadne słowa nie mogą dać pojęcia o nadzwyczajnem przerażeniu i zdumieniu jakie mnie ogarnęły i całkowicie opanowały. Kolana drżały podemną, zęby szczękały — włosy stanęły mi na głowie.&#32;»Balon zatem musiał pęknąć!«&#32;Oto były pierwsze bezładne myśli, przebiegające przez mój mózg:&#32;»Balon niewątpliwie pękł!«&#32;— Spadałem — spadałem z największą chyżością. Sądząc z olbrzymiej przestrzeni, przebytej tak szybko, nie mogło upłynąć więcej jak dziesięć minut co najwyżej, nim nie zetknę się z powierzchnią ziemi i ulegnę zupełnemu unicestwieniu. Ale przecie zastanowienie przyszło mi na pomoc. {{pp|Za|cząłem}}