Strona:Juliusz Verne-Podróż do Bieguna Północnego cz.2.djvu/052: Różnice pomiędzy wersjami

dr
(nowa strona)
 
(dr)
Treść strony (załączany fragment):Treść strony (załączany fragment):
Linia 1: Linia 1:
 
{{tab}}Wieczorem wcześniej zatrzymano się na spoczynek, bo podróżni tak już byli utrudzeni, że nóg stawiać nie mogli. Drogę oświecała wspaniała zorza północna, oni jednak musieli się zatrzymać.<br />
 
{{tab}}Wieczorem wcześniej zatrzymano się na spoczynek, bo podróżni tak już byli utrudzeni, że nóg stawiać nie mogli. Drogę oświecała wspaniała zorza północna, oni jednak musieli się zatrzymać.<br />
 
{{tab}}Ostatnia wieczerza spożyta w niedzielę pod namiotem lodowym, była bardzo smutną. Jeśli niebo łaskawe nie przyjdzie z jaką pomocą niespodziewaną, nieszczęśliwych czeka niechybna śmierć z głodu.<br />
 
{{tab}}Ostatnia wieczerza spożyta w niedzielę pod namiotem lodowym, była bardzo smutną. Jeśli niebo łaskawe nie przyjdzie z jaką pomocą niespodziewaną, nieszczęśliwych czeka niechybna śmierć z głodu.<br />
{{tab}}Hatteras milczał, Bell myśleć przestał, Johnson dumał nic nie mówiąc - jeden tylko doktór nie tracił jeszcze nadziei.<br />
+
{{tab}}Hatteras milczał, Bell myśleć przestał, Johnson dumał nic nie mówiąc jeden tylko doktór nie tracił jeszcze nadziei.<br />
 
{{tab}}Staremu sternikowi przyszło na myśl, żeby urządzić sidła, lecz niewiele na swój pomysł mógł rachować bo nie było co położyć na przynętę. I rzeczywiście, nazajutrz rano widział naokoło ślady lisów, lecz żaden się nie złapał.<br />
 
{{tab}}Staremu sternikowi przyszło na myśl, żeby urządzić sidła, lecz niewiele na swój pomysł mógł rachować bo nie było co położyć na przynętę. I rzeczywiście, nazajutrz rano widział naokoło ślady lisów, lecz żaden się nie złapał.<br />
 
{{tab}}Wrócił tedy z tego przeglądu bardzo zmartwiony, gdy nagle spostrzegł ogromnego niedźwiedzia, węszącego drogę przebytą przez sanie w odległości najwyżej pięćdziesięciu sążni. Stary marynarz pomyślał sobie w tej chwili, że to Opatrzność umyślnie zesłała to zwierzę; nie budząc przeto swych towarzyszy, porwał strzelbę doktora i zaszedł niedźwiedzia z boku.<br />
 
{{tab}}Wrócił tedy z tego przeglądu bardzo zmartwiony, gdy nagle spostrzegł ogromnego niedźwiedzia, węszącego drogę przebytą przez sanie w odległości najwyżej pięćdziesięciu sążni. Stary marynarz pomyślał sobie w tej chwili, że to Opatrzność umyślnie zesłała to zwierzę; nie budząc przeto swych towarzyszy, porwał strzelbę doktora i zaszedł niedźwiedzia z boku.<br />