Strona:A. Kuprin - Miłość Sulamity.djvu/63

Ta strona została przepisana.

swych całunkiem. Słodsze są niźli wino twoje pieszczoty...
Po chwili leży Sulamit głową na piersiach Salomona. Jego lewa ręka obejmuje ją.
Schyliwszy się do jej ucha, szepce coś król Sulamicie, prosi o coś czułemi słowami, od których Sulamit rumieni się i zakrywa oczy...
Potem z niewysłowienie pięknym rumieńcem zażenowania mówi:
— Postawili mnie bracia, abym strzegła winnicy, a jam swej nie ustrzegła...
Ale Salomon bierze jej małą smagłą rączkę i przyciska ją do ust.
— Czyli ci żal tego, Sulamito?
— O, nie, królu mój, oblubieńcze mój, nie żal mi! Gdybyś w tej chwili podniósł się i odszedł odemnie i gdybym nawet skazana była nie widzieć cię nigdy więcej, to mimo to i wtedy aż do końca życia swego wymawiać będę z wdzięcznością imię twoje, Salomonie!
— Powiedz mi jeszcze, Sulamito... Ale proszę cię, powiedz prawdę, czysta moja... Wiedziałażeśty: kim jestem?
— Nie, i teraz nie wiem tego. Myślałam.. Ale wstydzę się wyznać... Obawiam