Strona:Archiwum Wróblewieckie - Zeszyt III (plik mały - 1 str. na 1str. pdf-u).pdf/164

Ta strona została przepisana.


Słowa te napełniły wezyra niespokojnością, bo jednego tylko się lękał Jana Trzeciego.
Chrześcijanie coraz dalej postępowali i zajmowali plac pomimo ognia tureckiego. Odmówić nie można uwielbienia mądrym rozrządzeniom wojska chrześcijańskiego. Książęta wodzowie, każdy na czele oddziału swojego, to z piechotą, to z jazdą, wykonywali ściśle rozkazy króla, który się wszędzie znajdował i wszystkie zagrzewał umysły; w tym dniu przez 14 godzin z konia nie zsiadł. Mężowie w Europie najznakomitsi, szanując w nim dobrego wodza, prosili go im rozkazywać, dzielili trudy jego z ochotą i pomagali gorliwie. Ani zazdrość, ani duma, nie psuły tej doskonalej jedności, wszystko szło zgodnie, jakoż cały ogień, cała natarczywość Turków i Tatarów, którzy okrywali pola, gdzie rozwijały się kolumny, nie zdołały pomimo nierówności placu i sił, naruszyć tych szyków niezmiernie rozległych. Prawe skrzydło opierało się o wieś Dornbach, lewe przytykało do Dunaju, co składało linję na półtory mili długości.
Wśród tych poruszeń Turcy z prawego skrzydła rzucili się na nowo na skrzydło Sasów i Austrjaków. Sasi nie mogąc otrzymać posiłku od oddziału Waldeka, który równie był zatrudnionym, widzieli się przymuszeni trzy rzędy swoje w jeden połączyć, aby rozleglejsze czoło wystawić przeciw nieprzyjacielowi. Zmięszał go ten obrót, wszelako ogniem swoim razić ich nie przestawał.