Strona:Archiwum Wróblewieckie - Zeszyt III (plik mały - 1 str. na 1str. pdf-u).pdf/165

Ta strona została przepisana.


W tymże razie cesarscy żywe wytrzymują natarcie, i kiedy walczyli z nieprzyjacielem. Sasi przedsiębiorą i wykonywają śmiały zamysł, uderzając na Turków, rugują z miejsc przydatnych, i biorą ich z boku, do nagłego cofania się przymuszają, stają się panami pagórka i szykują tam z innemi wojskami, które niebawnie z nimi się łączą.
Ta zręczna zmiana polepszyła położenie całego lewego skrzydła. Tymczasem wojska saskie i austriackie, środek placu zajmujące, Turkom nie ustępują, książę de Croi spędza ich z pewnego zgórka, i znowu mocny odpór spotyka. Sam ranny łzy leje rzewne nad śmiercią brata, który padł na laurach świeżo zdobytych, lecz książę Ludwik Badeński na czele dragonów saskich, i książę Lubomirski z jazdą polską nadbiegają, wywracają nieprzyjaciela pomimo całego jego oporu i cofać się przynaglają. Kiedy na placu właśnie Turczynowi wydartym, elektor saski oddaje mężnym swoim żołnierzom i ich wodzowi pochwałę na którą zasłużyli, postępuje reszta wojska. Wielki oddział lewego skrzydła wraca do porządku, środek i prawe skrzydło z nim się szykują.
Te cząstkowe utarczki jakkolwiek świetne, nie zapewniały jednak ostatecznej korzyści, rozdrażniły tylko złość wezyra. Widząc janczarów odpartych, znieść kazał pośród niewiernych chorągiew czerwoną i przy niej wielki sztandar proroka, znamię zemsty i śmierci. Dumny Kara-Mustafa wpada w szaloną dzikość, daje rozkaz Turkom zamordować wszystkich niewolników, trzydzieści tysięcy pada pod mieczem