Strona:Archiwum Wróblewieckie - Zeszyt III (plik mały - 1 str. na 1str. pdf-u).pdf/167

Ta strona została przepisana.


z sobą pociechę ojca i nadzieję ojczyzny. Modrzejowski, doświadczonej waleczności wojownik, stawa na jego miejscu, zapalony gniewem spieszy mścić się śmierci swojego wodza; nowy wystrzał trafia go i bez tchu zostawia.
Rycerstwo polskie opłakując stratę naczelników swoich, cofa się ku piechocie, podług rozkazów króla; naówczas już nie bój się toczy, ale pioruny lecą. Muzułmani nadęci powodzeniem, które własnej przypisują waleczności, zapominają się i rzucają ślepo na najeżone ostrza. Dwadzieścia pięć armat dobrze wymierzonych miotają śmierć i odwracają szalony potok. Niewierni są odparci, mieczem i ogniem ścigani opierają się na wzgórkach, w kamienistych dolinach pośród winnic, które ich zasłaniają, ale nic męztwa polskiego wstrzymać nie może.
Zagrzani obecnością króla, pędzą Polacy Turków, nie dają im odetchnąć, na koniec chorąży wielki koronny Leszczyński, z pomocą hrabiego de Maligny, opanował wysokość, która była naznaczona jako kres tego dnia pamiętnego, ale król posuwa naprzód kilka jeszcze pułków i widząc nieład w tureckiem wojsku, „zgubieni są!” zawołał, z bystrością, która jemu była właściwa. Natychmiast śmiały jeniusz bohatera nowy zamysł tworzy, rozkazuje kolumnom środkowym postępować i zająć plac, który myśli osłonić. Powierzywszy syna hrabiemu de Maligny, szwagrowi swojemu, pokazuje husarzom powiewający sztandar Mahometa i namiot wezyra. „Tam, rzecze, tam trzeba nieść postrach i