Strona:Archiwum Wróblewieckie - Zeszyt III (plik mały - 1 str. na 1str. pdf-u).pdf/56

Ta strona została uwierzytelniona.


bardziej ściśniona skałami, leci z szybkością strzały; nic jeszcze nie widać prócz białego obłoku, który się wzbija do góry, huk coraz bardziej przerażający, aż na koniec wychodząc z pomiędzy skał i lasów cyprysowych najogromniejszy i najwspanialszy widok uderza oczy; rzeka cała rzuca się w przepaść 174 stóp, wody jej uderzone o dolne opoki, odbijają się w śnieżno pienisty war, wznosząc się do góry, rozsypując w srebrny pył, gubią się w lazurach obłoków, podczas gdy tęcza obejmując pasem swoim wilgotną ich parę igra blaskiem najżywszych kolorów. Spad ten jest w kształcie podkowy, prawy jej koniec przerywa wyspa, za którą druga część kaskady zlewa się w prostej linji najwspanialszym i najpiękniejszym potokiem. Przydaj pani do obrazu tego tło posępne skał zaćmionych lasami cedrów i sosen, samotność i dzikość miejsca, huk tak potężny, że ziemia drży pod nogami, okropność przepaści, w którą oczu spuścić nie można bez doznania zawrotu głowy, a uznasz, że uczucia na widok ten nie są przyjemne i słodkie; wszystko tam zdumiewa i świętą przeraża trwogą. Zostawała jeszcze do widzenia przepaść sama i to było najtrudniejszem i najniebezpieczniejszem. Zstępuje się do niej najprzód przez drabinę perpendykularną 50 stóp, dalej stromą skałą aż ku brzegowi strasznego potoku; tutaj wdzierać się trzeba z gałęzi na gałąź rosnących w szparach krzewów, u góry mając nad sobą wiszące skał urwy i drzewa, których połowa korzeni sterczy na powietrzu, tuż pod sobą głęboki, porywający wszystko potok; orły i drapieżne pta-