Strona:Bracia Grimm - Baśnie (Niewiadomska).djvu/225

Ta strona została uwierzytelniona.


wszystkie żagle i podnieść kotwicę, tak iż okręt popłynął lotem ptaka po fali.
Wreszcie obejrzała wszystko; podziękowała kupcowi, a czując się bardzo znużoną rozkazała, by ją odprowadzono niezwłocznie do zamku, skąd przyśle ludzi po zakupione rzeczy i należne za nie pieniądze.
Skoro jednak zbliżyła się do brzegu statku, z przerażeniem spostrzegła, że razem z całym okrętem znajduje się na pełnym morzu i z daleka nawet nie widać Wyspy o Złotym Brzegu.
— Ach! — krzyknęła z przerażeniem — oszukano mię i porwano! Gwałtem i podstępem dostałam się w moc rozbójnika, który się kupcem przezwał! ale wolę umrzeć niż pozwolić, ażeby tak nikczemny człowiek triumfował nade mną!
I wyciągnęła ręce chcąc wyskoczyć w morze, lecz królewicz pochwycił ją i trzymał mocno.
— Nie lękaj się — mówił przy tym głosem drżącym — nie jestem kupcem ani rozbójnikiem, jestem królewskim synem i monarchą, a państwo moje równie wielkie i potężne jak kraje twego ojca. Kocham cię