Strona:Bracia Grimm - Baśnie (Niewiadomska).djvu/262

Ta strona została uwierzytelniona.


Pewnego ranka, gdy Lilijka przyszła, aby wypuścić jak zwykle niedźwiedzia, ten obejrzał się od progu i przemówił do niej:
— Bywaj mi zdrowa, Lilijko, nieprędko się zobaczymy, chyba aż z pierwszym śniegiem.
— Dlaczego, niedźwiedziu? — zapytała smutnie Lilijka. — Gdzież będziesz całe lato, że o nas chcesz zapomnieć.
— Muszę iść strzec moich skarbów — odparł czarny gość pochmurnie. — Niegodziwe karły, które podczas zimy śpią sobie w swoich podziemnych kryjówkach, pobudziły się już na pewno, kręcą się wszędzie i kradną, co mogą, a co się raz dostanie do ich lochów, to nie tak łatwo odebrać. Bądź zdrowa, do widzenia, moja miła dziewczynko!
Lilijka zasmuciła się bardzo tymi słowami i nic nie mówiąc otworzyła drzwi chatki; ale i niedźwiedziowi żal było odchodzić i tak się oglądał za nią, że zawadził o rygiel i szarpnął sobie sierść na szyi; w tej sekundzie wydało się dziewczynce, że coś zabłyszczało na nim jak promienie słońca, ale pewno jej się tylko wydawało, bo niedź-