Strona:Iliada.djvu/239

Ta strona została przepisana.


Zasmucił się Machaon, słysząc wyraz taki:        205
Idą oba przez gęste Achiwów orszaki.
Przychodzą, gdzie Menelay raz wziął z rąk zdradzieckich:
Otoczony od piérwszych bohatyrów Greckich,
Stał w pośrodku ich rycerz do bogów podobny.
Zaraz wyymuie strzałę: kolce w pas ozdobny
Mocno wbite, gdy ciągnął, skrzywione zostały.
Zdiął z niego pas i blachę lekarz doskonały;
Opatrzywszy zaś ranę, wyssał krew, a potém
Rozlał balsam na mieysce, ostrym tknięte grotem.[1]
W cudnych skutkach moc tego balsamu wsławiona,
On go dostał od oyca, oyciec od Chirona.
Gdy ci maią o rannym Atrydzie staranie,
Tymczasem się waleczni zbliżaią Troianie:
Równie się biorą Grecy do Marsowéy sprawy.
Wtenczas Agamemnona widać umysł żwawy:
Nie zna trwogi, od bitwy zwlekania daleki,
I sam na plac krwi leci i prowadzi Greki.
Wysiadł z wozu, a konie, z których ogień pryska,
Eurymedon hamuie w pośród boiowiska,
Powoźnik doskonały, syn Ptolomeiowy.
Blisko się trzymać, wielą król zaleca słowy,
By gdzie spocząć miał, długim zmordowany trudem.
Sam pieszy między Greckim przechodzi się ludem:
Gdzie widzi serca chciwe kurzawy i znoiu,
Takiemi ieszcze słowy zachęca do boiu.

  1. Wysysanie przez długi czas, w leczeniu ran, używane było.