Strona:Iliada.djvu/289

Ta strona została przepisana.


Pod pas trafił, wnętrzności ostrym przeszył grotem,        621
Rycerz upadł na ziemię z ogromnym łoskotem.
Przybiegł, dla zdarcia zbroi, Telamonid śmiały,
Gdy nań zewsząd Troianie wypuścili strzały:
Te gęsto w siedmioskórnym utkwiły puklerzu.
On nogą na zabitym stanąwszy rycerzu,
Wyciągnął z niego dzidę, ale nie wziął zbroi:
Grad pocisków rzucili nań rycerze Troi,
Nayśmielsi woiownicy licznie się tam zbiegli,
I długiemi Aiaxa dzidami oblegli:
Więc choć bił się odważnie, nacierał zażarcie,
Cofnąć się musiał, równe znalazłszy odparcie.
Tak ci z sobą walczyli: kiedy przez wyroki,
Herkula syn, Tlepolem, silny i wysoki,
Na podobnego bogom wpada Sarpedona:
Ci, gdy iuż nieprzyiazne ściągaią ramiona,
Maiąc się syn Jowisza i wnuk spotkać razem;
Piérwszy Tlepolem dumnym tak rzecze wyrazem:
„Sarpedon, wodzu Lików, poco ty przedemnie,
Boiu nieświadom, idziesz? czy byś drżał nikczemnie?
Błądzi grubo, Jowisza synem kto cię mieni:
Bo iakżeś od tych niższy, co z niego zrodzeni?
A którym dawne wieki słusznie się dziwiły:
Takim był, lwiego serca i niezłomnéy siły,
Oyciec móy, wielki Herkul, godzien wiecznéy sławy:
Choć z małą liczbą ludzi, z sześcią tylko nawy,