Strona:Iliada.djvu/294

Ta strona została przepisana.


Siada na wóz bogini tak groźnie okryta:        751
Długą, ciężką, ogromną dzidę w rękę chwyta,
Tą, kiedy gniew, lub zemsta serce iéy zapala,
Naywiększych bohatyrów zastępy obala.
Juno biczem ostrzegła bystre konie swoie:
Same się, skrzypiąc, niebios otwarły podwoie,
Których Godziny strzegą czuwaiącém okiem:
Te niebo i otworzą i zamkną obłokiem.
Tędy boginie, bystre poganiaią konie.
Znayduią siedzącego Jowisza na stronie,
Na wyniosłym Olimpie: tam niebios królowa
Wstrzymuie wóz i rzecze do męża w te słowa:
„Czy to cię nie obraża, wielki bogów oycze,
Kiedy na Marsa czyny poglądasz zabóycze?
Ile ludzi ten srogi zgubił przeniewierca!
Mnie przeymuią boleści aż do gruntu serca,
A Wenus i Apollo z tego się naygrawa,
Pobudziwszy szaleńca, który nie zna prawa.
Oycze, alboż tém gniewu twego nie obruszę.
Gdy go zraniwszy, z boiu ustąpić przymuszę.„
„Wzbudź na niego Minerwę, Jowisz odpowiada:
Nie raz mu ból zadała, i teraz go zada.„
Radosna Juno, wyraz usłyszawszy taki,
Zaraz biczem ogniste zacina rumaki.
Te lecą i szybkiemi suwaiąc kopyty,
Slak wśród ziemi i nieba mierzą gwiazdolity.