Strona:Iliada3.djvu/153

Ta strona została przepisana.


Niech się nie lęka śmierci, nie poddaie trwodze,        153
Merkurego mu poślę przewodnika w drodze,
Stanie cały w namiocie: a gdy go waleczny
Pelid uyrzy, od wszystkich obelg iest bezpieczny.
Uczci, i przeciw drugim obrońcą się stanie,
Bo niepłochy, zna ludzkość, ma roztropne zdanie,
Pocieszy nieszczęsnego, pokornego dźwignie.„
Wraz Jrys, która wiatry swym lotem wyścignie,
Pośpiesza w dom Pryama; tam żal z ciężkiéy straty,
Syny siedząc przy oycu, łzą zlewaią szaty:
Starzec smutném rodzeństwa otoczony kołem,
Głowę płaszczem obwinął, osuł się popiołem,
Nagarnionym, gdy długo czołgał się spłakany.
Łkania cór i synowych odbiiały ściany:
Wspominaią imiona, z żałobnemi ięki.
Mężów, co w polu chwały z Greckiéy padli ręki.
Przybliża się do króla Jrys wiatronoga,
Łagodzi głos, bo starca zimna trzęsła trwoga.
„Ufay synu Dardana, nie bóy się daremnie,
Bo nie nowego smutku masz posłankę we mnie,
Ale dowód łaskawéy Jowisza opieki,
Który, chociaż od ciebie bardzo iest daleki,
Twoiego się nieszczęścia lituiąc niemało,
Każe ci iśdź odkupić Hektorowe ciało.
Z wielkiemi się darami wypraw na okręty,
Aby przez nie Achilles mógł zostać uięty: