Strona:Iliada3.djvu/155

Ta strona została przepisana.


I tylu mężnych synów oglądać mordercę!        205
Ach! ieśli to uczynisz, żelazne masz serce.
Schwyciwszy cię albowiem raz w obozie Greckim,
Gdy rzuci ten człek wzrokiem na ciebie zboieckim,
Nie będzie miał litości, ni względu nad tobą.
Płaczmy go w domu, czarną okryci żałobą:
Z łona matki wyszedłszy, gdy światło zobaczył,
Już wtedy zaraz wyrok okrutny przeznaczył,
By zdala od rodziców, sposobem niegodnym,
Oddał go człowiek srogi na pastwę psom głodnym.[1]
Obym się mogła pomścić na iego wątrobie!
Obym ią w zębach gryzła! takby on na sobie
Wziął odpłat za to wszystko, co synowi zadał!
Jednak Hektor nikczemnie życia nie postradał:
Za Troian, za Troianki, stanął iak mąż dzielny,
I bez zblednienia w piersi przyiął raz śmiertelny.„
„Nie zatrzymuy mię próżno, starzec żonie rzecze,
Nic więcéy przedsięwzięcia moiego nie zwlecze,
A ty mię niepomyślną wróżbą trwożysz ieszcze?
Gdyby mi to radzili sami ziemscy wieszcze,
Albo też ofiarnicy: ich kłamnemi usty
Wzgardziłbym, i nie słuchał, co mówią oszusty.
Lecz gdym słyszał, gdym widział boginią oczyma,
Póydę, póydę koniecznie, nic mię nie zatrzyma:
Chociaż tam bezpieczeństwa nie masz dla méy głowy.
Choć mię zabiią Grecy, na wszystkom gotowy:

  1. Tu iest prawdziwy ięzyk natury, i czytaiąc to mieysce, każdy sobie wystawić powinien, że Heku-ba nie inaczéy, tylko rzewnemi zalawszy się łzami, te słowa wymawiać musiała.