Strona:Iliada3.djvu/168

Ta strona została przepisana.


Ale mu niebo w innym uskąpiło względzie,        543
Tronu iego potomstwo, po nim nie osiędzie.
Jednego spłodził syna, i ten prędko zgine.
Oto pędzę dni smutne w dalekiéy krainie,
Żadném nie będąc wsparciem dla starego oyca,
Tu siedzę twóy niszczyciel, twych synów zabóyca,
I na ciebie bogowie wylali swe dary,
Co tylko dzierży Lesbos, gdzie rządził Makary,
Frygiia i Hellespont, toś wszystko posiadał,
Nadto świetne i liczne potomstwo bóg nadał.
Lecz twoie szczęście w jednéy nie trzyma się mierze,
Wre bóy przy murach miasta, giną wam rycerze.
Znoś więc! żaden od nędzy nie wyięty człowiek,
Przytłum w sercu boleści, i otrzyy łzy z powiek.
Bo nie odzyskasz syna, który iuż w Erebie,
Nie cofniesz go, a płaczem gubisz ieszcze siebie.„
„Nie wyciągay, bym siedział, rzekł mąż równy bogu,
Póki Hektor niegrzebny przy twym leży progu:
Odday ciało niezwłocznie, o tę łaskę proszę,
Chciéy przyiąć liczne dary, które ci przynoszę.
Obyś ich użył, miłą obaczył oyczyznę,
Gdyś mi życie zachował, uczcił mą siwiznę:
Przez ciebie ieszcze słońca cieszę się widokiem.„
Pelid na niego patrząc zapaloném okiem:
Nie chciéy mię gniewać starcze, nie bądź mi natręny:[1]
Nimeś przyszedł, Hektora oddać byłem chętny:

  1. Jaka porywczość i gwałtowność! Homer nawet wystawuiąc skłonnym Achillesa do litości, zachował iego charakter.