Strona:Juliusz Verne - Wśród lodów polarnych (1932).pdf/89

Ta strona została uwierzytelniona.


Wistocie był to doktór, który runął na środek pokoju.
— Dobry wieczór moi odważni przyjaciele!
Zdumieni pojawieniem się doktora, poczęli go ściskać i winszować mu, tak szczęśliwego ocalenia.
— Panie Clawbonny, pytał sternik, skąd wiedział pan o napadzie na nas niedźwiedzi?
— Widziałem wszystko dokładnie, odpowiedział doktór. Znajdowałem się właśnie w pobliżu rozbitego okrętu, gdy usłyszałem wasze strzały.
Natychmiast wdrapałem się na wzgórek i ztamtąd widziałem przebieg całej gonitwy.
Uspokoiłem się nieco, gdy spostrzegłem jak się zatrzymały a wy ukryliście się w domku.
Zacząłem wtedy myśleć o sobie i powoli pełzając i kryjąc się za wzgórkami, posuwałem się ku szańcowi. Widziałem jak te bestje zamurowywały was w domku i całe szczęście, że nie przyszło im na myśl stoczyć na was z góry olbrzymie bryły lodu, które by was zgniotły na miazgę.
Z nastaniem zmroku, postanowiłem dostać się do was, od strony magazynu z prochem i po długiem skrobaniu i wierceniu dostałem się do was, wprawdzie zmęczony i wygłodzony, ale cały, aby was ocalić.
Przedewszystkiem jednak, dajcie mi coś do