Strona:Juliusz Verne - Wśród lodów polarnych (1932).pdf/90

Ta strona została uwierzytelniona.


jedzenia, bo doprawdy, upadam z głodu.
Podczas gdy doktór zajadał suchary i mięso, niecierpliwy Bell zapytał:
— Jaki to sposób ocalenia nas masz doktorze?
— Zwyczajny, pozbyć się musimy tych bestji.
— A czy jest na to sposób?
— Jest, i bardzo pewny.
— A co, nie mówiłem! zawołał Johnson, zacierając ręce, przy panu Clawbonny nie mamy czego rozpaczać.
— Doktorze, mówił Altamont, zwierzęta nie wtargną do nas przez otwór, którym ty się dostałeś?
— Nie, otwór od zewnątrz dobrze zatkałem; my zaś dostaniemy się przezeń do składu prochu.
— Dobrze! lecz powiedz nam wreszcie jak zamierzasz pozbyć się napastników?
— Bardzo prostym sposobem, do którego przygotowania już poczyniono.
— Jakim sposobem?
— Wkrótce zobaczycie. Ale zapomniałem was zapoznać z towarzyszem, i rzekłszy to doktór przyniósł z przejścia zabitego przez siebie lisa.
Oto moja dzisiejsza zdobycz, przekonacie się niebawem, że nigdy jeszcze lis nie był ubity więcej w porę.