Strona:Juliusz Verne - Wśród lodów polarnych (1932).pdf/93

Ta strona została uwierzytelniona.


— Wszystko to dobrze, rzekł Altamont, ale jak przystąpić do dzieła?
— W sposób następujący: jeżeli pociągniemy sznur, przewrócimy podporę, podtrzymującą powłokę lodową ponad miną, lis stanie się wówczas widocznym i łatwo przypuścić, że zgłodniałe długim postem zwierzęta natychmiast się nań rzucą.
— Zgoda!
— W tej chwili podkładam ogień pod minę i wyrzucam jednocześnie w powietrze ucztę i gości.
— Pięknie, bardzo pięknie! wołał Johnson, przysłuchując się objaśnieniom doktora z wielkiem zajęciem.
Hatteras miał do przyjaciela takie zaufanie że nie żądał dalszych objaśnień, czekał spokojnie. Altamont pragnął jednak być szczegółowiej poinformowanym.
— Doktorze, zechciej mi powiedzieć jeszcze, rzekł on, jak zdołasz obliczyć tak ściśle palenie się lontu, aby eksplozja nastąpiła we właściwym czasie?
— Pocóż uczyliśmy się fizyki, rzekł śmiejąc się doktór, gdybyśmy sobie nie umieli w takiej okoliczności radzić.
— Aha! zawołał Johnson rozpromieniony, fizyka poradzi!
— Naturalnie. Czyż nie mamy tu baterji elektrycznej i dostatecznie długich drutów