Strona:Klejnoty poezji staropolskiej (red. Baumfeld).djvu/100

Ta strona została przepisana.


A potem miecz przypasał śrebrem obleczony,
I tarcz wielką na głowę i szyszak złocony;
Temu włosy na głowie trzęsły czub ogromny;
Po tem wszytkiem wziął oszczep w rękę nieułomny.
Toż czynił Menelaus. A gdy ku bojowi
Zdali się być już sobie obadwa gotowi,
Szli prosto miedzy wojska, srogo poglądając;
A ludzie strach zejmował, na obu patrzając.
Już w rozmierzonym placu przeciw sobie stoją,
Gniewając się i bronią potrząsając swoją.
Naprzód Parys wystrzelił oszczep i uderzył
Atrydę prawie na tarcz, jako był umierzył;
Lecz żelaza nie przebił, bo grot nie hartował
W pawężę niezdobytą. Potem się gotował
Menelaus, tę modlitwę czyniąc bogu swemu:
Boże, pomóż mi przeciw Parysowi złemu,
Od któregom ukrzywdzon nie dawszy przyczyny:
Tego ty skarz ma ręką, aby i kto iny
Napotem wiedział, jako ma ludzi szanować,
Od których dobrodziejstwa zwykł kiedy przyjmować!
To wyrzekłszy, wystrzelił oszczep i uderzył
Parysa prawie na tarcz, kędy był umierzył;
A ten się nazad cofnął i został przez rany.
Oszczep w stronę uderzył, krwią nie umazany.
A Menelaus, miecza dobywszy srogiego,
Uderzył z wierzchu w szyszak; od razu tęgiego
Rozpierzchnął się miecz w kęsy; westchnął nieszczęśliwy
Menelaus: Ach, Boże! Toś mi nie życzliwy;
Jam się dziś myślił pomścić zelżywości swojej
Nad bezecnym Parysem; ali w ręce mojej
Tylko jedlca zostały, a miecz sam skruszony,
I oszczep darmo poszedł, a ten nie raniony!
To mówiąc, dopadł końskich włosów u szyszaka
I ciągnął go, wracając do swego orszaka.
A tego węzeł dusił upstrzonej tkanice,
Która pod brodą strzegła czubatej przyłbice.