Strona:Klejnoty poezji staropolskiej (red. Baumfeld).djvu/115

Ta strona została przepisana.


Zbiegli się zaraz piekielni duchowie
Na pałac, w którym mieszka Pluton srogi,
W różnych postaciach: a kto je wypowie?
Strach i wspominać! Jedni kurze nogi,
Drudzy wielbłądzie, trzeci mają krowie:
Są i ci, którzy na łbie niosą rogi,
Inszy zaś warkocz z wężów upleciony
I smocze niosą za sobą ogony.

Widziałbyś tam był Arpije nieczyste,
Centaury, Sfingi, wybladłe Gorgony,
I szczekające Scylle zawiesiste,
Gwiżdżące Hydry, świszczące Pitony,
Chimery, sadze plujące ogniste,
Straszne Cyklopy, srogie Geryjony,
I wiele dziwów nigdy niewidzianych,
Z różnych postaci w jedne pomieszanych.

Starsze po prawej posadzono stronie,
Po lewej młodsze i nie tak wspaniałe,
We śrzodku Pluton straszliwy, na łonie
Trzyma żelazne sceptrum zardzewiałe:
Tak był sam w sobie, tak wielki w ogonie,
Że się i Alpy przy nim zdały małe,
I Atlas, chocia sięga pod obłoki,
Nie jest tak wielki, ani tak wysoki.

Oczy miał wściekle, wzrok, by u komety,
Powagę mu twarz surową czyniła,
Wszytek był czarny od głowy do pięty,
Kosmate piersi gęsta broda kryła,
Miąższy u gęby wąs wisiał pomięty,
W czele miał jeden, we łbie rogów siła,
A ukrwawiona gęba była taka,
Jako głęboka, straszna przepaść jaka....

(1618.)