Strona:Klejnoty poezji staropolskiej (red. Baumfeld).djvu/177

Ta strona została przepisana.


Walcząc wszystkie przeszkody gorliwą robotą,
Idąc przykładem króla i własną swą cnotą,
Powracają porządek, i sławę ojczyźnie.
Stokroć szczęśliwym, że choć przy późnej siwiźnie
Ujrzę, że Polska rządna i że poważana.


STAROSTA.

Wiem, że waćpanu każda przyjemna odmiana.
W księga się tych zdrożności wszystkich nauczyłeś,
W tych księgach, nad któremi już oczy straciłeś.
Ja, co nigdy nie czytam lub przynajmniej mało,
Wiem, że tak jest najlepiej, jak przedtem bywało.
Równycheś sentymentów nauczył i syna;
Czysto w zdaniach tatunia swego przypomina.
Pięknie się na dzisiejszym sejmie popisował!


PODKOMORZYNA z żywością.

W nieuczciwem go zdaniu nikt nie poszlakował.


STAROSTA.

Nie wiem, czyli złe zdanie, czyli też uczciwe.
Może bardzo rozumne, ale — niegorliwe;
Każdej rzeczy jakoweś zgłębianie zdaleka:
To śmieszne jakieś względy na prawa człowieka,
To zawody sumienia, to delikatności,
To jakieś szanowanie świętych praw własności.
Za naszych czasów na to wszystko nie zważano.
Wszyscy byli kontenci, robiono, co chciano....
Jakież waćpana zdanie o sejmie gotowym?!
Czy liż się to z rozumem może zgadzać zdrowym,
Żeby poseł w urzędzie był dwa lata trwale?
Sejm powinien być tylko o świętym Michale,
Nie więcej, jak sześć niedziel, tak przedtem bywało.