Strona:Klejnoty poezji staropolskiej (red. Baumfeld).djvu/41

Ta strona została przepisana.


Aż zniecierpliwił się Mikołaj Rej, jakby przez opatrzność mało umiejący po łacinie, i pisał: „A niechaj narodowie wżdy postronni znają, że Polacy nie gęsi, i swój język mają!“ Zaczął więc pisać i drukować po polsku ten pierwszy pisarz polski, pierwszy poeta, prawie jeszcze na pół ludowy, jakby przez niego chciała się wypowiedzieć jeszcze do końca ta pierwotna poezja swojska, która tyle w Polsce miała przeszkód w swym rozwoju; z nim dzieli zasługę pierwszeństwa jeszcze tylko Marcin Bielski. Skala twórczości u Reja jeszcze nie bogata: satyra obyczajowa i moralistyka — to właściwie wszystko; jest to zresztą zakres, właściwy świeckiej poezji prymitywnej, którą sztukę rozumiała tylko w ścisłem przystosowaniu do realnego żywota. Forma Reja niewiele jeszcze odbiegła od prymitywów (rymy i rytmy pierwotne, często pozorne), ale za to czystość mowy i żywość obrazów urodzonego pisarza. Współcześni nazywali go „zacnego pocztu (poetyckiego) starszym hetmanem“:

„Przyrodzonym dowcipem wielkiej sławy dostał.
Wodza żadnego nie miał a trafił do skały,
Z której płyną strumienie nieskończonej chwały“.

Tak oceniali współcześni pierwszego swojego pisarza.
Ale długo tamowany potok twórczości polskiej artystycznej wyzwolił się dopiero w dziełach Jana Kochanowskiego i jego następców najbliższych. Okazało się dopiero wtedy, jak bardzo dojrzały już polska mowa, myśl i uczucie, do wybornej literackiej twórczości, jak wiele wzięły w siebie najlepszych pierwiastków z kultury językowej i literackiej Greków i Rzymian oraz współczesnych humanistów. Była to dobra strona owej przydługiej szkoły, w której poezja polska siedzieć musiała, zanim usamodzielnić i wyzwolić się mogla. Wpływy te zresztą nie ustawały nadal; sza-