Strona:Klemens Junosza-Buda na karczunku.pdf/102

Ta strona została przepisana.


mek wyrabia, mój posag byłby za mały... Ot, lepiej mówmy o czem innem moja droga pani...
— W głowie mi to jednak siedzi...
— Niech go tam! Oto, Bogu dziękować, jesień ładna, czas ciepły, a ja o panią Józefowa byłam w strachu, że uziębnie w tym szałasie. Jaś będzie się krzywił, że dom nie postawiony.
— Niech już on sam o tem myśli.
— Milejby mu było zobaczyć matkę w wygodzie, aniżeli tak, jak na popasie. Dziadzio bardzo się dziwi, że pani Józefowa pomocy przyjąć nie chciała.
— Podziękowałam i jeszcze raz podziękuję, sama pójdę do niego, abym tylko trochę więcej siły miała.
— Ale na poświęcenie musi pani do nas przyjść — i z synem.
— Kiedyż to ma być?
— Za tydzień.
— To już Jaś będzie w domu.
— Z pewnością będzie.
— Gospodarze nasi chcą zaczynać z Bogiem, aby na nowem miejscu błogosławieństwo było.