Strona:Klemens Junosza-Buda na karczunku.pdf/108

Ta strona została przepisana.


i od westchnień ludzkich; nabożne ręce zawiesiły na nim obrazki, wieńce z czerwonej jarzębiny, na ziemi leżały zeschłe równianki z bławatków, szczątki bukietów z dzikiej róży i astrów.
Józefowa uklękła i modliła się długo, z westchnieniami, ze łzami.
— Prowadź go Panie Wszechmogący — szeptała — prowadź! i przyprowadź! Niech Twojemi drogami idzie, niech nie oddala się od nich, ani dla bogactwa, ani dla uciechy... Prowadź go Pocieszycielko strapionych i Opiekunko nasza, prowadź i przyprowadź do serca matczynego, aby mu był pociechą i radością...
Serdeczna długa modlitwa kochającej matki, rozpływała się w ciszy wieczornej, zmrok obejmował ziemię.
Na gościńcu ukazał się podróżny, z tłomoczkiem na plecach, szedł szybkim krokiem, śpieszył się.
Ujrzawszy kobietę, klęczącą pod krzyżem, zatrzymał się przez chwilę i z okrzykiem: Matko! — zaczął całować jej pomarszczone, wychudłe i spracowane ręce.