Strona:Klemens Junosza-Buda na karczunku.pdf/170

Ta strona została przepisana.


bratu, we wszystkiem pomagał, a wszelkiej zwady, kłótni i procesu, jak ognia się strzegł. Zrozumieli koloniści, że jest w tych słowach trochę przymówki i w duszy przyznał każdy, że nie bezzasadnej, bo wiadomo, że zagonowy szlachcic do procesu, jak ryba do wody, że każdemu sąd aż pachnie.
Ten i ów westchnął ciężko, pomyślał sobie, że jest człowiek grzeszny i ułomny, ale swoją drogą od spraw zamierzonych odstąpić nie myślał i w głowie mu to nawet nie postało.
Rodem czubate kurki; dziad procesam i się wsławił, ojciec znany z nich był, dlaczegóżby synowie i wnuki gorszymi być mieli?
Pomimo wyraźnej do procesu przygrywki, przemówienie było piękne, życzliwości pełne, a takie serdeczne, że kobiety popłakały się, a nawet i mężczyźni mieli łzy w oczach. W imieniu kolonistów Wincenty księdzu pięknie podziękował i zaprosił pod swój dach, aby spoczął trochę i chlebem, solą, a dobrą wolą nie wzgardził.
W obszernej stancyi Wincentego zebrała się sama starszyzna, co najpoważniejsi gospodarze: Wątorek Franciszek, Tebinka Mi-