Strona:Klemens Junosza-Buda na karczunku.pdf/173

Ta strona została przepisana.


— Wiem ja, do czego to zmierza, trafiłeś acan zgrabnie. Pomówimy o tem jeszcze kiedy, a teraz bywajcie zdrowi. Bawcie się miodem, jak pszczółki, skoroście miodu nazbierali — a żądełek w ruch nie puszczajcie, bo to nie dobrze...
— Niechże dobrodziej jeszcze z nami zostanie.
— Choć chwilkę!
— Momencik!
— Nie mogę, moi kochani, czasu nie mam. Zostańcie z Bogiem!
— Skoro tak — rzekł Wincenty — to trudno; zatrzymywać nie śmiemy. Koniki przed domem.
Wyprowadzony przez wszystkich, pożegnany, ksiądz odjechał, szlachta zaś hurmem wróciła do stancyi.
— Dobrze Dominik powiedział — rzekł Wątorek.
— Ano, skoro kto do mnie pije, to i ja do niego muszę. Z uszanowaniem i okolicznie, ale prawdę trzeba było rzec.
— Ma się rozumieć — dorzucił Tebinka — żeby sprawy nie były potrzebne, toby i sądów na świecie nie było, a skoro są, to