Strona:Klemens Junosza-Buda na karczunku.pdf/176

Ta strona została przepisana.


tam już pewnie moja kobiecina co gorącego postawiła, tedy wystygnie. Gawędzić można i przy jedzeniu.
Stół uginał się pod ciężarem mis pełnych mięsiwa; wszystkiego przyrządzono tyle, że całą wieś przez trzy dni żywićby tem można. Wincenty wystąpił, co się zowie; spasłego wieprza na ten cel poświęcił, prosiąt kilka, barana, a i z miasta dwie ćwierci mięsa przywiózł.
Przez kilka dni piekło się to, wędziło, gotowało, smarzyło; Wincentowa padała ze znużenia, pomimo pomocy Hanusi i kilku sąsiadek.
W kącie, na koziołkach, stała beczka piwa, na stole oddzielnym pod oknem las flaszek najrozmaitszych, a przez otwarte drzwi do stancyi, która zarazem i za kuchnię służyła, dolatywał aromatyczny zapach krupniku, który się w sporym kociołku gotował.
Specyalnie drobno-szlachecki to trunek; robi się z miodu, masła, korzeni i okowity, a nie ma podobno takiego siłacza, któregoby z nóg nie zwalił.
Dominik w siódmem niebie był; zbliżał się powoli do stołu, upatrując miejsce dogodne,