Strona:Klemens Junosza-Buda na karczunku.pdf/179

Ta strona została przepisana.


chcesz wstać, to wstaniesz bez żadnej przeszkody.
— Tak, siadajcie, panie Wincenty, siadajcie!
— Ty nasz ojciec — pererował Dominik — tyś jak baran w stadzie, a my za tobą szli taki kawał drogi, jak owce. T yś tu na tych osiedlinach osoba pierwsza, jako że pierwszy upatrzyłeś miejsce, na którem teraz siedzimy. Jak Mojżesz starozakonnych izraelitów z Egiptu, tak ty nas wyprowadziłeś z Sakowa i jeszcze dokumentniej zrobiłeś to, niż Mojżesz, bo on na puszczy został, a ty doprowadziłeś nas do tej ziemi, na której osiedleni jesteśmy i nie byle jak, ale hypotecznie, z uregulowanym tytułem własności, z regentami, ze stemplami, czem się dawni żydowscy naczelnicy nie pochwalą. Panowie bracia! każdy, który tu jest i wszyscy, ilu nas tu jest, jakby z jednej piersi i z jednej gardzieli, tchu nie szczędząc, głosu nie żałując, krzyknijmy: Niech żyje nasz kochany, stateczny i sprawiedliwy Wincenty, wiwat!
— Wiwat! — krzyknęli wszyscy tak potężnie, aż się szyby w oknach zatrzęsły. — Wiwat! — podchwyciła młodzież, wiwat! — wrza-