Strona:Klemens Junosza-Buda na karczunku.pdf/183

Ta strona została przepisana.


— Ja na ciebie i na tę zabawę całe lato czekałam. O! słuchaj, wstają już! Chodź, pomóż stoły wynieść i innych chłopców zawołaj, w jednym momencie będzie stancya pusta.
Stało się, jak mówiła. W jednej chwili wyniesiono stoły i zaczęła się zabawa; chłopcy i dziewczęta puścili się w zawrotne tany; Janek z Hanusią przodował.
Starsi rozproszyli się po całym domu, pozasiadali na ławach i gwarzyli... Wincenty z Paliwodą zatrzymali się we drzwiach.
— Śliczna para! — rzekł Dominik.
— Niczego.
— Tylko? Ej, ej! gdzie to nasze młode lata, sąsiedzie? Szukaj wiatru, co nad polami przeleciał, szukaj wody, co popłynęła do morza, kwiecia, co niegdyś kwitnęło. Gdzie to, gdzie? Wincenty spojrzał na Dominika i uśmiechnął się pod wąsem.
— Coś was, mój Dominiku, rozmarzyło dzisiaj, że tak często młode lata wspominacie.
— A tak, wspominam; krupnik człowieka rozgrzewa, a natura we mnie taka oto nie-