Strona:Klemens Junosza-Buda na karczunku.pdf/92

Ta strona została przepisana.


ciec jego umarł i gospodarstwo zostawił, młodzi małżonkowie osiedli na swojem.
Była to mała cząstka szlachecka, domek, zabudowania, trochę gruntu, kilkanaście sztuk inwentarza; nie majątek, tyle jednak, że można było wyżyć przy pracy.
Elżbietka przywiązała się męża, który był dla niej dobry i łagodny. Dzieci przez długi czas nie mieli i dopiero po dziesięciu latach pożycia urodził im się syn, Jaś, ku wielkiej pociesze i radości.
Radość krótko trwała, w półtora roku po przybyciu na świat syna, Józef umarł.
Wdowa została z małem dzieckiem, gospodarstwem, kłopotami i nadwątlonem zdrowiem.
Nie opuściła jednak rąk, syn stał się dla niej jedynym celem jej życia. Pracowała, jak mrówka, a gdy chłopiec podrósł, zaczęła go uczyć wieczorami i szczupły zapas swoich wiadomości najsumienniej włożyła mu w głowę.
Pragnęła większej dla niego nauki, gdyż chłopiec był zdolny i pojętny, pragnęła do szkół publicznych go oddać, lecz małe go-