Strona:Klemens Junosza-Buda na karczunku.pdf/97

Ta strona została przepisana.


nauczył wszystkiego, co tylko sam umiał i teraz Jaś, ten niegdyś mały Jaś, młynarzem jest, fach swój zna dobrze, we wszystkiem rady sobie dawać może, z nowości potrafi młyn urządzić.
Byłby już powrócił do domu, gdyby nie wypadek i konieczne leżenie w szpitalu. Tę wiadomość matka gorzkiemi łzami opłakała, ale przecież ją Pan Bóg pocieszył; po smutnym liście nadszedł drugi, weselszy, donoszący, że kość się zrosła, kuracya jest na ukończeniu i że niedługo, niedługo...
Ach! żeby ta chwila prędzej nadeszła! Kilka razy dziennie wychodzi staruszka przed szałas i patrzy, ozy jedynaka nie widać. Nieraz jej się zdaje, że już idzie, ale gdzietam! — to nie on, kto inny, sąsiad lub robotnik wracający z pola.
Właśnie i teraz spoglądała; od kolonii biegnie ktoś szybko, to Hanusia.
— Nie ma go jeszcze Haniu! — woła matka zdaleka.
— Niech się pani nie martwi, przybędzie. Skoro napisał, że go niedługo obaczymy, to słowa dotrzyma. Alboż to jemu nie pilno do matki i do nowego gospodarstwa?