Strona:Leopardi - Myśli.pdf/115

Ta strona została uwierzytelniona.


Jedynie litość, która w umysłach niebiańskich nigdy nie wygasa, wzruszyła niedawno temu wolę Jowisza na widok takiego nieszczęścia; a szczególnie wobec nieszczęścia niektórych ludzi, wyszczególniających się subtelnością umysłu, połączoną z szlachetnością obyczajów i życiem nieskalanem, zwłaszcza, kiedy zobaczył, że bardziej, niż innych, gnębi ich i dotyka potęga i twarde władztwo owego geniusza. Bogowie w dawnych czasach, kiedy Sprawiedliwość, Cnota i inne ułudy kierowały sprawami ludzi, mieli zwyczaj odwiedzać czasami swe twory. Zstępowali to jeden, to drugi na ziemię i tu zaznaczali swoją obecność na różne sposoby. Obecność ta łączyła się zawsze z wielkiem dobrodziejstwem albo dla wszystkich lub też dla poszczególnych śmiertelnych. Lecz wobec tego, że życie znieprawiło się na nowo i pogrążyło we wszelkiego rodzaju występkach, wzgardzili na czas dłuższy obcowaniem z ludźmi. Obecnie Jowisz, współczując z naszem ostatecznem nieszczęściem, zaproponował nieśmiertelnym, czyby który nie miał ochoty odwiedzić, jak to mieli zwyczaj dawniej, i pocieszyć w tym opłakanym stanie swoje potomstwo, a zwłaszcza tych, co utrzymywali, wedle swego mniemania, że nie zasłużyli na tę powszechną klęskę. Kiedy na to wszyscy inni zamilkli, Amor, syn Niebiańskiej Wenery, tego samego imienia, co owa ułuda, podobnie nazywana, lecz z natury, mocy i czynów zupełnie różny, ofiarował się (jako że jest szczególnielsze wśród