Strona:Lucy Maud Montgomery - Rilla ze Złotego Brzegu.djvu/46

Ta strona została przepisana.


tem myśleć w tę cudowną noc. Wiesz, Rillo, że gdy noc nadchodzi, jestem szalenie zadowolona, że mieszkam na wsi. Tylko tutaj można poznać prawdziwy czar nocy, którego mieszkańcy miasta zupełnie nie odczuwają. Wszystkie noce na wsi są piękne, nawet burzliwe. Uwielbiam dziką nocną burzę nad brzegiem tej starej zatoki. Dzisiejsza noc jest „prawie“ za piękna i powinna należeć do młodych, do marzycieli. Ja się jej dziwnie lękam.
— Czuję się tak, jakbym była nieodłączną częścią tej nocy, — wyszeptała Rilla.
— O tak, ty jesteś młoda i nie lękasz się wielu rzeczy. Doszliśmy wreszcie do Wymarzonego Domku. Wydaje się dziwnie opuszczony tego lata. Fordowie nie przyjechali?
— Nie, to znaczy państwo Ford i Polcia nie przyjadą. Przyjechał tylko Krzysztof, lecz mieszka u krewnych swej matki za Portem. Mało go widujemy tego lata. Kuleje trochę, więc nie może dużo chodzić.
— Kuleje? A co mu się stało?
— Złamał nogę przy grze w football zeszłej jesieni i prawie całą zimę przeleżał. Od tego czasu kuleje, ale już jest lepiej i jest nadzieja, że wkrótce będzie zupełnie zdrowy. Tylko dwa razy tego lata był na Złotym Brzegu.
— Elżunia Reese poprostu szaleje za nim, — wtrąciła Mary Vance. — Szedł z nią z kościoła po ostatniem kazaniu i dała mu się tak we znaki, że mu chyba życie obrzydło. Taki chłopak, jak Krzyś Ford nie ożeni się z wiejską dziewczyną!