Strona:Maria Konopnicka - Książka dla Tadzia i Zosi.djvu/168

Ta strona została uwierzytelniona.


jest szkodnik, — a niech się tylko wiśnia albo czereśnia zapłoni w sadzie, już tam koło niej wróbli, jakby na odpuście, już świergocą, a łebkami kręcą, a co najpiękniejszy owoc kosztują, jakby go sobie same hodowały. A w prosie jakie szkody robią! Postaw straszka, to jeden dzień cicho. Taki wróbel będzie mi go oblatywał i przyglądał mu się z lewej i z prawej strony; ale choćbyś i ręce i nogi u owego straszka pięknie na kijach rozparł, choćbyś i kapelusz nasadził, to mój wróbel taki mądry, że zawsze zmiarkuje jak i co, i na drugi dzień prosto na głowie straszkowi siada, prosa się najadłszy; z ludzkiej to pracy żyje, darmozjad taki!
Już on się z tego próżniactwa i domu nie puszcza, bo tu zawsze raz na raz ma stół gotowy! Gdzie! I do obory trafi i do stajni. A jaki gospodarz! Siędzie sobie na wrotach, tak i tak główką wierci, niby to patrzy czy parobek obroku nasypał konikom do żłoba? Czy dziewka świeżą słomę krówkom nasłała? Ale takież to i gospodarstwo! Niech tylko zmiarkuje ziarno, za-