Strona:Maria Konopnicka - Książka dla Tadzia i Zosi.djvu/175

Ta strona została uwierzytelniona.


sposobu swego życia do wody, do błota nawykłe, pływa, nurza się, pluszcze, aż głucho dokoła.
Po suchych, dużych borach, trzyma się ptactwo wybornego smaku: jarząbek tu się na jałowcach pasie, paszkot pstrokaty, setny ptak, też się da podejść; cietrzew tokuje, głuszec gniazdo ściele z traw suchych. Dobra to zdobycz ptak taki, ale dopiero na jesień, kiedy się tłuszczem obleje. Już tam wtedy człowiek i nocy nie dośpi, aby tylko co ustrzelił, a do domu przyniósł...
— A na polu, nie ma ptaszków? — zapytał Tadzio.
— Jakże nie ma? — powtórzył Szymon — są i na polu takoż. A nie pamięta to panicz, jakeśmy kuropatwy widzieli w gryce, pod lasem? A przepiórki mało się to nakrzyczą: „pójdźcie żąć! pójdźcie żąć!“...
— A prawda! — rzekł Tadzio.
— Kuropatwa i przepiórka ściele gniazda sobie w zbożu, po bruzdach, albo i na zagonie; w kartoflach także. Nieraz, to się prawie z pod nóg zerwie taka kuropatwa;