Strona:Maria Konopnicka - Na normandzkim brzegu.djvu/146

Ta strona została uwierzytelniona.


wypalenie fajki u tego, lub owego sąsiada, w zupełnem milczeniu, którego nie przerywa ni gość ni gospodarz, od powitania aż do pożegnania. Ale dziś ludzie mówią. Są podnieceni. Każdy w kieszeni czuje przypływ grosza, a to się na tym brzegu tak liczy, jak przypływ krwi w żyłach. Zresztą jest święto. Święto polega na zrzuceniu z karku codzienności życia, od koszuli aż do psychologii. Jakoż mężczyźni mają na sobie granatowe lub brązowe, na drutach nadziane barwne kaftany, a kobiety w czarnych jedwabnych sukniach i w takichże wielkich fartuchach, biorą przystojny udział w rozmowie z szczególną żywością brzęcząc długimi kolczykami, gdy się jedna do drugiej przychyli i o trzeciej na ucho jej szepce, przyczem ciężki placek z twarogiem znika pospiesznie z talerzy malowanych w kwiaty, a niepokojąco bura kawa ma odbyt szeroki.
Tuż za kawiarnią Teatr Maryonetek.