Strona:Maria Konopnicka - Na normandzkim brzegu.djvu/20

Ta strona została uwierzytelniona.


żarliwym szeptem, a insi westchnieniem dziękczynnem, a jeszcze inni spojrzeniem szeroko otwartych, osłupiałych źrenic.
Ale raz, po mszy, stary jeden rybak wyszedł z tłumu, przeżegnał się i zaczął włazić na ołtarz.
Chwyci go zakrystyan za kubrak.
— Gdzie? Po co?
A ów:
— Nic, nic! Ja tylko chcę coś powiedzieć »à Madame la Vierge«.
Tak zakrystyan z pasyą:
— Schodź mi zaraz stary głupcze! Niewolno!
A rybak:
— Co to nie wolno? Ja mam Jej coś ważnego powiedzieć, coś pilnego! Ja muszę Jej coś powiedzieć!
A tuż w tłumie, biorący stronę rybaka pomruk: »Oo!... Ooo!«...
Oparło się o księdza. Wyszedł ksiądz:
— Bój się Boga, człowieku, co wyrabiasz? Przecież ci na ołtarz włazić nie dam!