Strona:Maria Konopnicka - Szkice.djvu/182

Ta strona została skorygowana.


tęsknoty, krzyk, który swoją beznadziejnością samą tęsknotę zabija:

— »Już ja nie ujrzę Polski, dzieci moje!«

Jesteśmy zdumieni.
Jakto? Więc nie Ukrainy imię brzmi w tym wielkim krzyku?
Ciekawą jest rzeczą, choć jednym rzutem oka objąć stosunek, w jakim poeta stawia wzajemnie do siebie Polskę oraz Ukrainę. Zrazu — jest to stosunek antytezy. Wiemy już, że Ukraina to Matka, a Polska — to ojczyzna lasza.
To także »Polszcza«, żeby nic nie myliło punktu, z jakiego ten lirnik stepowy na Polskę patrzy.
Ukraina przeciw Laszy, to rzeźkość, bujność krasa, swoboda, — to »sokole stadko«.
Polszcza, to przeciwstawienie woli — swobodzie sokolego stadka. To jakiś ład, jakieś prawo, jakaś dostojność koronna. Polszcza — to sejm i król, który gdy w pole woła, wrony koń Kosińskiego w cwał poleci do pułków, chociaż żona czarnobrewa piękne oczy łzami mroczy.