Strona:Niewiadomska Cecylia - Legendy, podania i obrazki historyczne 08 - Jagiellonowie.djvu/15

Ta strona została uwierzytelniona.


I nic nie mogło mu stawić oporu: przed garstką ustępowała potęga, przed setkami — tysiące.
Mężny Hunjady złamał lewe skrzydło wroga, zmusił je do ucieczki, ścigał pierzchających i powrócił zwycięzcą.
Bitwa zdawała się wszystkim wygrana: walczono w kilku miejscach jednocześnie i chrześcijanie zwyciężyli prawie wszędzie, tryumfują; Hunjady stoi dumny i zwycięski. Tam w oddali na wzgórzu walczy jeszcze garstka, ale Węgrzy nie spieszą jej na pomoc: — nikt nie wie, że król tam ginie!
Bohaterski młodzian z parotysiącznym hufcem polskiego rycerstwa dotarł aż do janczarów, tej wyborowej piechoty tureckiej, i tu wywiązała się walka ostatnia. Widząc przeważające siły, posiał do Hunjadego, wzywając pomocy.
Lecz pomoc nie nadchodziła: widocznie wódz węgierski nie otrzymał tego wezwania.
Rycerstwo polskie murem stanęło przy królu, walczą nieustraszenie: cud się stanie, albo polegną. Jak Bóg zechce.
I nikt nie wrócił żywy z tego miejsca...
Dopiero nazajutrz zrozumiano prawdę. Król poległ.
Wieść ta okropna była wyrokiem dla chrześcijan, zapowiedzią ich klęski.



Minęły wieki, urosło podanie o złamaniu przysięgi, karze niebios; oskarżano i broniono bohatera, który na oskarżenia nie zasłużył, a obrony nie potrzebuje.