Strona:Niewiadomska Cecylia - Legendy, podania i obrazki historyczne 08 - Jagiellonowie.djvu/20

Ta strona została uwierzytelniona.


a dziś — czyż naród polski tak znikczemniał, że bratu pomocy nie da? własnej nie rozumie sprawy?
I rozpoczęła się wojna z Zakonem. Walka nierównych sił, z niejednakową toczona energją.
Słaby Zakon walczył z uporem, z rozpaczą. Nie mając dość rycerzy, musiał najmować wojsko, lecz nie ustawał w czujności, w wysiłkach i bronił swej zdobyczy z zaciętością.
A Polacy?... Strasznie im się nie chciało tej wojny! Szli leniwie, wracali, jak mogli najprędzej, brakowało pieniędzy, bo nie dawano podatków.
A Krzyżak nie żałował ostatniego grosza, stolicę własną sprzedał, a walczył wytrwale, dopóki mógł.
I trwało to przez lat dwanaście.
Ale nadeszła chwila, w której i Krzyżacy zrozumieli, że ustąpić muszą, jeśli nie chcą wyginąć do szczętu. Więc prosili o pokój, gotowi zgodzić się na wszystko.
Dnia 19 października 1466 r. obie strony podpisały pokój zawarty w Toruniu, w obecności posła papieskiego. Ułożoną poprzednio już ugodę odczytał Krzyżakom po niemiecku legat, czyli poseł papieski, głośno, — Polakom sekretarz królewski po polsku. Król polski i mistrz Zakonu położyli swoje podpisy, stwierdzając dotrzymanie warunków przysięgą.
Tym sposobem zerwano łańcuch, sto lat przeszło zamykający przed nami ujście Wisły i szeroko otwarła się droga północna do morza, łącząca nas bez żadnych granic z Europą.