Strona:Niewiadomska Cecylia - Legendy, podania i obrazki historyczne 08 - Jagiellonowie.djvu/23

Ta strona została uwierzytelniona.


oczekuje przybyszów. Za nim w bogatych strojach panowie, starszyzna: karmazynowe szaty, sobole kołpaki, białe kity, zbroje złociste i blask drogich kamieni na szatach, na orężu.
Ciemno, ubogo prawie odziani posłowie: żądnej ozdoby na żelaznej zbroi, szabla nie błyszczy kosztowną oprawą, z ramienia burka spływa, prosta, szara.
Ukłon poważnie złożyli królowi i proszą, by pozwolił zanieść skargę.
O cóż się skarżyć może rycerz, szlachcic polski? Król wysłucha.
Więc przekładają swoje: chcą sprawiedliwości. — Kto zwycięża Krzyżaków, czy panowie? Niech spróbują zmierzyć się z nimi. — Kto krew przelewa w boju na każde wezwanie królewskie? Kto osłania ojczyznę swem ramieniem? - Oni, rycerze, szlachta. Bez nich nie dokażą panowie niczego. Czterdzieści ich tysięcy stanęło pod bronią, jeśli wrócą do domu, kto pokona wroga?
Oni są bezpieczeństwem, siłą i obroną kraju; ich, krwią, ich życiem każda piędź ziemi kupiona; ale cóż za to mają?
Im każą krew przelewać, a panowie rządzą i dzielą się korzyścią. Czy to sprawiedliwie?
Oni pójdą na wojnę, ale wtedy, kiedy sami uznają, że potrzebna, kiedy ich wzywać będą i do rady, nietylko na pole walki, by oddawali gardła.
Tak już postanowili tu wszyscy, z tem ich do króla przysłano. Niech król jak ojciec sądzi. Pójdą za nim jak dzieci, gdy skargi wysłucha, i spełnią, co rozkaże; lecz gdyby ich odepchnął