Strona:Niewiadomska Cecylia - Legendy, podania i obrazki historyczne 08 - Jagiellonowie.djvu/32

Ta strona została uwierzytelniona.


Dziś imię jego głośne, tłumy sprowadza słuchaczów, docisnąć się nie można na jego wykłady, wielbią go liczni uczniowie, król Kazimierz Jagiellończyk darzy szacunkiem i przyjaźnią, zaprasza do swojego stołu.
A jak zdobył to wszystko — posłuchajmy.
Syn ubogiego wieśniaka z Sanoka, od dzieciństwa ukochał naukę gorąco, pracował tak gorliwie w parafjalnej szkółce, tak szczerze pragnął nabyć więcej wiadomości, że ksiądz miejscowy zwrócił na niego uwagę, poznał zdolności chłopca i uzyskał dla niego pozwolenie ojca, aby udał się do Krakowa.
Z Sanoka do Krakowa kawał drogi, spojrzyjcie tylko na mapę, — Grześ 13 czy 14 letni chłopiec przebyć ją musiał piechotą, bo ojciec nie miał pieniędzy na podróż. I zapasów też nie wziął ze sobą, może krajankę chleba i kawałek sera, — żywili go po drodze dobrzy ludzie, kmiecie gościnni.
Znalazł się wreszcie w Krakowie, sam jeden, obcy wśród obcych murów. Cóż tu począć dalej? Głodny jest, — noc zapada, a nie śmie zapukać do drzwi tych innych ludzi: to nie kmiecie.
Noc ciepła, lato, prześpi się pod murem, a jutro — i tu przecie czuwa Bóg nad swemi dziećmi.
I w poczuciu samotności z tem gorętszą modlitwa zwrócił się do Stwórcy, jedynego już teraz opiekuna.
Ze szczerą wiarą modlące się chłopię ujrzał ksiądz jakiś, przechodząc ulicą, — przystanął, w twarz mu spojrzał, w jasne, ufne oczy, i zapytał, skąd przyszedł? po co?
Niejeden Grześ podobny był w Krakowie, —