Strona:Niewiadomska Cecylia - Legendy, podania i obrazki historyczne 08 - Jagiellonowie.djvu/39

Ta strona została uwierzytelniona.


zawsze łatwo i tanio nabyć można po bitwie od żołnierza.
Hucznie, butnie, wesoło posuwało się wojsko polskie ku Suczawie, warownej twierdzy państwa wołoskiego. Rozpoczęło się oblężenie. Nie zbywało rycerstwu na dzielnych wojakach, na męstwie i odwadze, na pragnieniu chwały, lecz bezczynność w obozie sprzykrzyła się wkrótce. Grano, pito, hulano, a bitwy nie było, — Wołoszyn się ukrywał, mówiono, że gromadzi siły, że o pokój prosi, że z wojny nic nie będze, bo król chory, nie wychodzi prawie z namiotu, poselstwa jakieś przyjmuje, w konszachty się wdaje z obcymi. Rosło niezadowolenie, ten i ów tęsknił do domu i łoża, ten na króla wyrzekał, — wszyscy też radzi byli, usłyszawszy wieść niespodziewaną, że król już pokój zawarł, i że armja ma się wybierać do domu.
Tem lepiej. — A którędy?
Król rozważał to bacznie wraz z senatorami. Brzegi Dniestru wydały mu się niebezpieczne: zdradziecki nieprzyjaciel, mimo pokojowych układów, mógł tam przygotować zasadzkę, i dlatego zapewne ostrzegał, że nie może ręczyć za spokojne przejście przez lasy bukowińskie.
Wybrano właśnie te ostatnie.
Było to wszystko jedno, gdyż niema wątpliwości, że na obu drogach przygotował się nieprzyjaciel do niespodziewanej napaści.
Król wysyłał w porządku województwa, sam zamierzając puścić się w drogę ostatni, aby swem przybocznem wojskiem najskuteczniej odwrót osłaniać.
Pierwsze oddziały ruszyły spokojnie, prawie